SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


23 stycznia 2022 – III niedziela zwykła









„Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność,
a niewidomym przejrzenie;
abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana”.






Jezus pełen Ducha, chodził wszędzie w mocy Ducha, nauczając o Królestwie Bożym i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła. Jezus tych, którzy wierzą w Niego, ochrzcił w jednym Duchu i napoił jednym Duchem – tak staliśmy się Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami – i jesteśmy jak On, czyniąc wszystko, co On czynił, bo żniwo wielkie, a niebo musi być zaludnione tymi, których On wybrał przed założeniem świata.


Znać i kochać prawo

Czytanie z Księgi Nehemiasza dotyczy wydarzeń z 445 r. przed Chrystusem. Żydzi wrócili z wygnania i rozpoczynają organizowanie życia. Odbudowują mury Jerozolimy, sporządzają spis ludności. Centralnym jednak aktem jest publiczne odczytanie Prawa.

Lud słuchał od rana do południa. Słuchał z szacunkiem, stojąc. Jest to postawa gotowości na przyjęcie i wykonanie słowa Bożego. Słuchał z radością, o czym świadczą łzy szczęścia. Po długich latach znów mogli być razem i budować życie w oparciu o Boże Prawo. Żydzi wiedzieli, że trzeba je znać, bo tylko wtedy można je kochać. Jeśli się kogoś nie zna, to nie można go kochać. Jeżeli zaś ktoś kocha Prawo, to łatwiej dochowa wierności i wytrwale będzie go bronił.

Sami Izraelici prosili Ezdrasza, by ich pouczył i wyjaśnił im Prawo Boże. Kto nie zrozumie tej postawy Żydów wobec Bożego Prawa, ten nie zrozumie nic ani ze Starego, ani Nowego Testamentu. Nie pojmie również postawy Kościoła, który jest kontynuatorem dziejów Narodu Wybranego. Kościół obecnie jest głównym obrońcą Bożego Prawa na ziemi. Wspominam o tym dlatego, że jedną z głównych słabości chrześcijaństwa naszych czasów jest brak znajomości Prawa Bożego. Uczestniczyłem w cyklu dyskusji nad Dekalogiem. Obecni raz po raz odkrywali ze zdumieniem ogrom bogactwa, który kryje się za prostymi nakazami: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił; Czcij ojca i matkę swoją; Nie zabijaj... Przyznawali z zażenowaniem, że dopiero dziś, dopiero teraz, dostrzegają miłość Bożą ukrytą w Jego przykazaniach. Teraz już widzą, że zachowanie ich jest nakazem mądrości. Raz po raz odzywały się głosy: Teraz wiem, o jaką wartość idzie, teraz potrafię jej bronić, nie będę milczał. Dotąd nie miałem odwagi, by zabrać głos na te tematy. Teraz będę mówił. Podobnie jest z zachowaniem prawa Ewangelii. Jej wymagania są szokujące: miłość nieprzyjaciół, umiłowanie ubóstwa, umiłowanie ewangelicznej wolności i prawdy, przykazanie nowe, miłość pełna poświęcenia, której miarą jest Chrystus. Kto dziś zna prawo Chrystusa? Kto je miłuje? Kto zachowuje? Niewielu jest takich ludzi. Ale czy w tej sytuacji należy się dziwić, że najprostszy i najbardziej prymitywny atak na naukę Ewangelii zamyka współczesnym chrześcijanom usta? Jeśli się nie zna ewangelicznego prawa, to nie można go kochać, a jeśli się nie kocha, to ani nie potrafimy według niego żyć, ani go bronić.

Ta nasza znajomość Prawa dotyczy również prawodawstwa państwowego, zwłaszcza naszej Konstytucji. Jest to piękna karta narodu. Każdy prawdziwy Polak winien ją znać i bronić. Ona stoi na straży dobra narodu. Każdy, kto łamie jej przepisy, staje się wrogiem narodu. To prawo trzeba znać. Wspominam o trzech podstawowych prawach: prawie natury, ujętym w Dekalogu; prawie Chrystusa, zawartym w Ewangelii i prawie narodu określonym przez Konstytucję ponieważ o wielkości człowieka świadczy znajomość tych praw, ich umiłowanie i gotowość obrony. Czynią to w Kościele święci, a w Ojczyźnie prawdziwi patrioci. Chrześcijanin nie może dobrze spełniać zadań wyznaczonych mu na ziemi, jeśli nie zna i nie kocha obowiązującego prawa.

Ks. Edward Staniek


O wolności wewnętrznej

Duch Pański... Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie.

W dzisiejszej homilii będziemy zastanawiać się nad zagadnieniem wolności człowieka. Chyba o niczym tak często nie dyskutuje się we współczesnym świecie, jak właśnie o wolności. Jest to tak bardzo popularny temat, iż Ojciec święty mówi nawet, że „Ludzkie problemy najszerzej dyskutowane... we współczesnej refleksji moralnej sprowadzają się wszystkie... do kwestii wolności człowieka”. O wolności człowieka tak bardzo często się dyskutuje, iż nawet możemy podejrzewać, że tak naprawdę człowiek współczesny nie czuje się zbyt wolny.

Prawie dwa tysiące lat temu żył w Cesarstwie Rzymskim filozof Epiktet, który był niewolnikiem. Jego nauki jednak dowodzą, że człowiek, który się czuje wolnym w swoim wnętrzu, to nawet gdyby nosił kajdany, jest w istocie wolnym. Jego imię Epiktet oznaczało po prostu „kupiony”, ale to tylko pozór, bo myśliciel był człowiekiem całkowicie niezależnym i autentycznie wolnym. Słuchającym go ludziom bardzo często powtarzał: „jesteś wolny, jeżeli tylko tego zapragniesz”. Epiktet dążył do zapanowania nad własnymi namiętnościami i złymi skłonnościami i dlatego też był panem samego siebie i mógł się czuć człowiekiem wolnym, chociaż był niewolnikiem. Pouczał on ludzi, że przyczyn swoich niepowodzeń powinni szukać nie na zewnątrz, ale w sobie samych. Podkreślał on również, iż w nas samych znajdziemy instrumenty do przezwyciężenia każdej próby i doświadczenia życiowego.

Poganin Epiktet osiągnął znaczny stopień wolności wewnętrznej, ale przecież jego wzniosła nauka na temat wolności wewnętrznej człowieka była jedynie dalekim odblaskiem tego piękna Ewangelii, jaką w czasach Epikteta przyniósł nam Jezus Chrystus – Bóg, który dla naszego zbawienia i szczęścia, stał się człowiekiem.

Dzisiejsza Ewangelia zawiera bardzo wymowne słowa samego Chrystusa: Duch Pański... posłał Mnie... abym więźniom głosił wolność. Więzień to człowiek, który tkwi w kajdanach grzechu. Tymczasem Chrystus, który przyszedł wyzwolić nas z grzechu, przynosi nam prawdziwą wolność. W Ewangelii św. Jana znajdziemy jeszcze bardziej wymowne słowa Chrystusa: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej... poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Trwać w nauce Chrystusa, to poznawać samego Chrystusa, który o sobie powiedział, że jest Prawdą, aby ostatecznie być wyzwolonym przez Jezusa. Św. Piotr Apostoł wyjaśnia nam również, że człowiek jest niewolnikiem tego, czemu uległ.

W naszym ludzkim życiu spotykamy wiele biedy, cierpienia i duchowej nędzy. Czasami młodego i naiwnego człowieka dziwi ktoś utykający na nogę, ktoś skarżący się na dolegliwości ciała, bo młody człowiek wyobrażał sobie, że świat składa się tylko z młodych i rozkwitających osób. Tymczasem w świecie nie brakuje chorób, niepowodzeń i różnych dolegliwości. Pomimo tego, można jednak błyszczeć pięknem własnego wnętrza i zdobyć znaczną przestrzeń wolności wewnętrznej.

Bardzo budujące jest to, iż możemy ciągle wzrastać w osobistej godności, na którą składa się również wolność wewnętrzna. W świetle Ewangelii wolnym jest ten, kto zachowuje Boże przykazania, bo być wolnym, to: czcić Boga i własnych rodziców, to nie czynić innym ludziom nic złego. Jeszcze większą wolność zdobywa ten, kto zasługuje na Boże błogosławieństwa, czyli gdy jest ubogim w duchu (pokornym), cichym, pragnącym sprawiedliwości, smucącym się ze zła, miłosiernym, człowiekiem czystego serca, wprowadzającym pokój, czy też cierpiącym dla sprawiedliwości. Wreszcie pełnię wolności zdobywa się wtedy, gdy oddaje się własne życie na służbę Bogu i bliźnim, czy to w życiu małżeńskim, czy to kapłańskim lub zakonnym. Dopiero wtedy człowiek zdobywa całkowitą „wewnętrzną przejrzystość”, gdy tymi zdolnościami i darami, jakie posiada, służy Bogu i ludziom. Starajmy się zdobyć w naszym życiu prawdziwą wolność, którą daje nam Jezus, bo bez niej nikt nie może być szczęśliwy.

Henryk Majkrzak SCJ


Zaangażowanie

Niektórzy duszpasterze twierdzą, że coraz trudniej jest zachęcić wiernych do angażowania się w życie parafialne. Ludzie tłumaczą się brakiem czasu, zmęczeniem... Z drugiej strony są i tacy świeccy, którzy po wielu próbach propozycji wychodzenia z inicjatywą zniechęcili się.

Weźmy na przykład taką podstawową funkcję, jaką jest posługa lektora. Podczas rozmowy z mężczyznami przed Mszą św. wielu z nich tłumaczyło się: „Ja się nie nadaję”, „Nie potrafię”, „Głos by mi się załamał”, „Mam zbyt wielką tremę”, „Źle czytam”. Wynika z tego wielka potrzeba przygotowania i stałej formacji lektorów. Znamienną jednak była i taka odpowiedź: „Proszę księdza, może bym i czytał Słowo Boże w czasie Mszy św., tylko problem jest taki, że tym trzeba potem żyć, a to nie jest takie proste i ludzie od razu mogliby mi zarzucić: czytasz w kościele, a jak żyjesz?”. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie (czyt. I).

Każdy kapłan z wykształcenia jest, a w porządku działania powinien być teologiem. Cała działalność pasterska ludu Bożego inspirowana tchnieniem Ducha Świętego powinna kierować się myśleniem teologicznym. Myśleniu teologicznemu zaś powinno towarzyszyć myślenie pragmatyczne. Nie może ono jednak wyprzeć ani zastąpić myślenia teologicznego. A więc podstawowym pytaniem nie staje się:

Czy jest potrzeba, lecz: Jak być powinno? Wszędzie tam, gdzie do głosu dochodzą zdania typu: „W naszej parafii nie potrzebujemy tylu lektorów, wystarczy nam jeden nadzwyczajny szafarz Komunii św., modlitwę wiernych niech odmawia celebrans”, nie mówiąc już o kwestionowaniu potrzeby procesji z darami czy funkcji służby porządkowej, mamy do czynienia z myśleniem pragmatycznym, które wypiera myślenie teologiczne. Im więcej jest parafian przygotowanych do pełnienia różnorodnych funkcji w zgromadzeniu eucharystycznym i w życiu całej wspólnoty parafialnej, tym większa świadomość i czytelniejszy staje się znak Kościoła.

Stała funkcja, chociażby taka służba porządkowa, potrafi wpłynąć wychowawczo na całą wspólnotę. W Rzymie w kościele S. Egidio na Zatybrzu jest taki zwyczaj, że gdy rozpoczyna się Eucharystia, drzwi się zamyka i otwiera je dopiero po homilii, aby mogli wejść wszyscy ci, którzy się spóźnili, czasem nawet nie z własnej winy. / czytał z tej księgi (...) od rana aż do południa (...), a uszy całego ludu byty zwrócone ku księdze prawa (czyt. I).

W naszych kościołach już od wielu lat w sprawowanie Liturgii Słowa angażuje się osoby świeckie. Najczęściej jednak funkcję lektora, kantora i scholi pełnią dzieci lub młodzież. Wydawałoby się, że po tylu latach praktyki doczekamy się licznego zastępu osób dorosłych, które, odpowiednio przygotowane, będą się czuły odpowiedzialne za kształtowanie liturgii w parafii. Widocznie potrzeba bardziej trwałych form, a więc stałej szkoły lektora, kantora, komentatora. Myślę, że dobrym wzorem jest znana mi parafia, gdzie grupa osób dorosłych spotyka się regularnie na rozważaniu Słowa Bożego i przygotowywaniu czytań na najbliższą niedzielę. W ten sposób świeccy aktywnie uczestniczą w sprawowaniu Liturgii, dając przykład zaangażowania współparafianom.

Każdy otrzymał sobie właściwy dar. Każdy jest potrzebny wspólnocie. Nie może więc oko powiedzieć ręce: „Nie jesteś mi potrzebna”, albo głowa nogom: „Nie potrzebuję was”. Kościół to wspólnota wiernych obdarzonych różnorodnymi charyzmatami, osób, którym powierzono odpowiednie funkcje dla dobra wspólnego. A tym dobrem jest przede wszystkim uobecnianie zbawczego dzieła Chrystusa, aby każdy człowiek mógł dostąpić łaski zjednoczenia z Nim.

Czy wiem, jakim charyzmatem zostałem obdarzony? Czy odkryłem w sobie dar, może dary, jakie mogą służyć tym, którzy żyją ze mną i wokół mnie? Czy nazwałem je „po imieniu” i czy staram się je rozwijać? Chrześcijański rachunek sumienia powinien obejmować również zaniedbania związane z nieodpowiadaniem na Bożą łaskę. „Zakopywanie talentów” może być także poważnym grzechem. Mam przecież pojmować swoją wiarę w sposób pozytywny, nie jako zbiór zakazów i nakazów, lecz jako wezwanie do pełni życia w Chrystusie. A Kościół – Jego Ciało – potrzebuje dla swojego wzrostu wkładu wszystkich członków, również mnie, mimo że taki jestem mały i słaby...

Tadeusz Czakański


MYŚL  TYGODNIA




Odpowiedź na Boże Słowo nie jest tylko prywatną sprawą, lecz ma realizować się w łączności z tymi, których Bóg postawił obok mnie.