SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


12 sierpnia 2018 – XIX niedziela zwykła










Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.










Długa droga przed nami. Bardzo długa, dalej niż do góry Horeb. Stąd do wieczności. To jednocześnie bardzo blisko, tu gdzie mieszkają nasi najbliżsi, tu gdzie pracujemy i wypoczywamy. Ta droga nie prowadzi gdzieś tam, daleko, ale do samego wnętrza, do serca, gdzie przebywa Bóg, gdzie jest wieczność. Wyjątkowa droga i specjalny pokarm Chleb żywy, który z nieba zstąpił, żebyśmy się nie zagubili ani nie zniechęcili i dotarli do celu.


Wielkie wydarzenie

Boga można poznawać w różny sposób. Obserwując cudowną harmonię barw przy wschodzie lub zachodzie słońca, podziwiając piękno rozkwitających maków lub lilii, słuchając śpiewu ptaków lub szumu jodeł. Przez zmysły, w pięknie stworzonego świata, dociera człowiek do jego Stwórcy.

Można też dotrzeć do Boga przez lekturę Pisma Świętego. To Księga mówiąca o tajemnicy spotkania Boga z człowiekiem. Lektura Biblii wymaga jednak pewnej sprawności intelektualnej. Księgę tę czyta się wprawdzie przy pomocy serca, ale wymagane są pewne zdolności intelektualne. Bez nich Księga natchniona nie może być odczytana. Rzecz jasna nie chodzi tu o studia i wielką wiedzę, bo te mogą nawet utrudniać lekturę Biblii, lecz o mądrość, która wnika w to, co najistotniejsze.

Pan Bóg chciał jednak dotrzeć do każdego człowieka, bez względu na jego zdolności intelektualne. Chciał wypełnić serce ludzkie sobą niezależnie od tego, czy jest to serce geniusza, czy serce upośledzonego człowieka. Przez uszkodzony słuch czy wzrok Pan Bóg nie może dotrzeć do kaleki przy pomocy piękna i mądrości dzieła stworzenia i dlatego znalazł inną formę, dostępną dla każdego. Stał się pokarmem. Każdy, kto może przyjmować pokarm, może też wypełnić serce swe Bogiem. Chrystus ma smak chleba i wina. Tajemnica to wielka. Zdumiewa swoją prostotą. Wśród pokarmów rozłożonych na stołach ziemi leży ten Boski pokarm dający życie wieczne. Przemieniający człowieka.

Zdumiewa jednak fakt, że im łatwiej o spotkanie z Bogiem, tym trudniej to ludziom przychodzi. Najgłębiej przeżywają Boga w nadzwyczajnych okolicznościach, oczarowani potęgą gór, ciszą jeziora, bielą padającego śniegu, przerażeni grozą uderzającego piorunu.

Znacznie trudniej przychodzi im spotkanie z Bogiem przemawiającym z kart Pisma Świętego, mimo że leży ono z reguły w zasięgu ich ręki, w podręcznej biblioteczce. Bywa, że upływają miesiące, nawet lata całe, a do niego nie zaglądną.

Najłatwiej zaś podejść do ołtarza i spożyć Boga, który jako Chleb zaprasza głodnych do jedzenia. W każdą niedzielę miliony ludzi są tak blisko Boga, o jeden krok uczyniony w stronę ołtarza, a zarazem tak daleko. Daleko duchem. Rezygnują z najprostszej formy osobistego spotkania z Bogiem.

Okazuje się, że im bardziej Bóg ułatwia nam spotkanie z sobą, tym trudniej nam je przeżyć w sposób pełny. Do przeżyć religijnych potrzebne są nam okoliczności nadzwyczajne. Znak to, że nie jesteśmy domownikami Boga, nie jesteśmy kochającymi Go dziećmi.

W szczęśliwej rodzinie do przeżywania pełni radości nie potrzeba nic nadzwyczajnego. Jej członkowie chętnie przebywają razem i każde słowo, gest, najprostszy uśmiech są w takim domu wydarzeniem wielkim. Tam, gdzie jest miłość, wszystko jest wielkie, nawet wspólne dzielenie się kromką chleba. Gdzie jej zabraknie, można przynieść złoto i brylanty, dar będzie cenny, ale ani jego ofiarowanie, ani przyjęcie nie będzie wydarzeniem wielkim. O wielkości wydarzenia decyduje szczęście kochających się serc.

Gdyby ołtarz otoczyli ludzie o kochających sercach, Msza święta byłaby najgłębszym i najpiękniejszym przeżyciem, jakie jest możliwe na ziemi. Takim ono jest dla Chrystusa, bo On nas kocha, i takim może być dla każdego z nas. Tajemnicę Eucharystii może odkryć jedynie ten, kto dostrzegł piękno prawdziwej miłości. Dla niego gest łamania Chleba jest nie tylko czytelny, ale stanowi wielkie wydarzenie.

Ks. Edward Staniek


Jezus, chleb żywy, który zstąpił z nieba, jest ośrodkiem dzisiejszej liturgii słowa skierowanej całkowicie ku Eucharystii. Bardzo stosowny wstęp tworzy pierwsze czytanie (1 Krl 19, 4-9). Oto Eliasz uciekając na pustynię, by uniknąć gniewu królowej Jezabel, znużony siada pod krzakiem janowca i narzeka: „Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków” (tamże 4). Walcząc do ostatka w obronie czci prawdziwego Boga, Prorok stwierdza, że jest równie biednym człowiekiem jak wszyscy inni, i wzywa śmierci. Lecz zaledwie zasnął, słyszy głos: „Wstań, jedz!” (tamże 5. 7). Anioł Pański postawił obok niego podpłomyk i dzban z wodą; dzięki jego wezwaniu Eliasz „powstał, zjadł i wypił, a następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do Bożej góry Horeb” (tamże 8). Zniechęcenie proroka odzwierciedla przeżycia człowieka, który dokonawszy wielkich przedsięwzięć — nawet apostolskich — a może nawet wierząc, że jest kimś więcej niż inni, w pewnej chwili widzi siebie na ziemi całkowicie pozbawionego sił. Cenne to doświadczenie uświadamia człowieka, jak bardzo sam sobie nie poradzi, i jak bardzo nieustannie potrzebuje Boga. A pokarm boski, który orzeźwia Eliasza udzielając mu siły, by wytrzymał długą drogę aż na świętą górę, jest jasnym symbolem Eucharystii, wiatyku chrześcijanina w jego drodze do wieczności, o czym mówi dzisiejsza ewangelia (J 6, 41-52) podejmując temat minionej niedzieli.

Żydzi szemrali, ponieważ Jezus oświadczył, że jest chlebem, który zstąpił z nieba. Czyż może chleb przybrać postać człowieka? A ten człowiek — Jezus — czyż nie jest „synem Józefa”, którego ojca i Matkę „wszyscy znają?” (tamże 42). Nie mając wiary, nie mogą wznieść się ponad materialne tłumaczenie słów Pana. Z drugiej strony, wiara jest darem: „Nikt nie może przyjść do Mnie — mówi Jezus — jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (tamże 44). Ojciec pociąga, lecz człowiek powinien pozwolić pociągnąć się i przyjmować pouczenie: „Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie” (tamże 45). Grzechem Żydów pozostanie uparte odrzucanie słowa Bożego, które doszło do nich przez Chrystusa. Chrystus jest sakramentem Ojca, kto Go odrzuca, nie może iść do Ojca ani nie może osiągnąć życia wiecznego; tylko ten, „kto wierzy, ma życie wieczne” (tamże 47), Straszliwy jest ten opór stawiany Zbawicielowi przez Jego współczesnych, którzy przecież tak samo jak uczniowie patrzyli na Jego cuda i słuchali Jego nauki. Chrystus jednak jest również dzisiaj w swoim Kościele, wszyscy ludzie mogą Go znaleźć w Eucharystii; lecz ilu wierzy w tę „tajemnicę wiary”? Nie na próżno Jezus, zanim ją zapowiedział, nalegał tak bardzo na konieczność wiary. U tego, kto wierzy, słowa Pana nie wzbudzają żadnej wątpliwości: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (tamże 51). Żydzi karmieni manną poumierali; Eliasz wzmocniony chlebem przyniesionym przez anioła miał siłę iść na świętą górę, gdzie Pan objawił mu się w tajemniczej teofanii. Chrześcijanin, który pożywa ciało Chrystusa, „żył będzie na wieki” i zostanie dopuszczony do oglądania swojego Boga twarzą w twarz. W ciągu tej drogi prowadzącej do wiecznej wizji nie jest sam, lecz jest ściśle zjednoczony z braćmi i tworzy jedno ciało z tymi, którzy również jak on pożywają Eucharystię, sakrament miłości i jedności. W ten sposób staje się on zdolny „żyć w miłości (Ef 5, 2; II czytanie), naśladując miłość Boga, który go tak umiłował, że dał mu swojego Jednorodzonego, i naśladując miłość Chrystusa, który wydał siebie za niego, aż po śmierć na krzyżu, aż po Eucharystię, w której karmi go swoim ciałem.


Chlebie święty. Chlebie żywy... który zstąpiłeś z nieba i dajesz życie światu, przyjdź do mego serca i oczyść mnie z wszelkiej nieczystości ciała i ducha. Wejdź do duszy mojej i uświęć mnie zewnętrznie i wewnętrznie. Bądź zawsze ocaleniem mojej duszy i mojego ciała. Oddal ode mnie nieprzyjaciół, zastawiających na mnie swe sidła: niech przed obecnością Twojej mocy daleko uciekną, abym umocniony przez Ciebie wewnątrz i zewnątrz, doszedł prostą drogą do Twego królestwa, gdzie będziemy Cię oglądać, już nie okrytego tajemnicą jak w tym życiu, lecz twarzą w twarz... Wówczas nasycisz mnie sobą tak przedziwną sytością, że już nie będę odczuwał głodu ani pragnienia na wieki.

Św. Anzelm


MYŚL  TYGODNIA

Jeśli człowiek widzi w innych dobro, gotów jest spieszyć im z pomocą.