SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


22 lutego 2026 – I Niedziela Wielkiego Postu









Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem,
które pochodzi z ust Bożych.









Pokusa nie jest jeszcze grzechem, jest raczej flirtem czy próbą uwodzenia. Bywa jednak, że flirt staje się niebezpieczna, a my całkowicie podatni na propagandę złego. Dlatego tak ważne jest, by zobaczyć Jezusa w Jego walce z pokusami. W tej walce „pokonuje” grzech pierwszych ludzi. Nowy Adam broni się słowem Bożym, które jest jego orężem w spotkaniu z kusicielem. Napisane jest: nie samym chlebem żyje człowiek, nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon. Zwycięstwo jest w posłuszeństwie Słowu.


Komentarz do pierwszego czytania

Wybrany fragment Księgi Rodzaju, nazywanej też Księgą Początków, w języku greckim – Genesis, podaje opis stworzenia, w które zaangażowany był sam Bóg, a nie demiurg czy istota wyższa Bogu poddana, jak chcą niektóre niechrześcijańskie systemy wierzeń. Akt stworzenia świata i stworzenia zainicjowany został przez Boga, a istoty żywe powołane „stały się” mocą Jego miłości.

W opisie biblijnym Bóg jawi się jako Garncarz, który podjął się dzieła po ludzku niewykonalnego. Jak można „z prochu ziemi” uczynić człowieka? Bóg jednakże jest Panem również tegoż prochu. To on został przez Boga uczyniony. Nie był zatem bezwartościowym „budulcem”. Z kolei słowo „nozdrza” ma archaiczną wymowę, chociaż wciąż występuje w anatomii. Dziś już nie mówi się w mowie potocznej o ludzkich nozdrzach, lecz o otworach nosowych, które odgrywają kluczową rolę w procesie oddychania. „Tchnienie życia” przekazał Bóg człowiekowi w sposób Jemu tylko wiadomy, właśnie przez nozdrza. Odtąd przez całe dzieje ludzkości każdy człowiek nie tylko raz otrzymał Boże tchnienie, ale bez przerwy je otrzymuje, aż do ostatniego tchnienia swojego życia – do „godziny śmierci”. Tchnienie życia wnika do ludzkiego serca.

W analizowanej perykopie widzimy też Boga jako Ogrodnika, zatroskanego o środowisko „życia człowieka, którego ulepił”. Od początku istnienia powołany on został do życia w pięknie. Eden na Wschodzie to symbol ogrodu rajskiego, oświetlanego codziennie życiodajnym Słońcem, nad którego wschodem i zachodem czuwa Stwórca.

W centrum Bożego ogrodu, darowanego człowiekowi Bóg zasadził „drzewo poznania dobra i zła”. Nie było to zatem drzewo samorodne, tym bardziej odwieczne. Nikt też inny oprócz Boga nie dał jemu początku. Drzewo to od początku znaczyło granicę między Bogiem a człowiekiem. Tyko Stwórca panuje nad poznaniem dobra i zła, człowiek ma natomiast czynić dobo, a zła unikać, a nie zamieniać dobro na zło, czy też promować zło w życiu.

 

Komentarz do drugiego czytania

Święty Paweł Apostoł zwraca się do wspólnoty chrześcijan – Rzymian jak do braci. Dzieli się braterską refleksją o grzechu pierwszego człowieka, powodowany troską o jego wyzwolenie, wolność, zbawienie. Prarodzic ludzkości dał przyzwolenie na grzech wprowadzając go w świat ludzkich relacji. Adam z prochu ziemi – ulepiony z „czerwonej gliny” (jak tłumaczy się jego imię w języku hebrajskim) nie miał na pewno wyobraźni o skutkach i konsekwencjach wybranego zła. Nie miał pojęcia o destrukcyjnej mocy grzechu do chwili, kiedy otworzyły się jemu oczy po akcie nieposłuszeństwa woli Boga. Słowa te nie stanowią usprawiedliwienia decyzji czynów pierwszych mieszkańców Ogrodu Eden. Wystarczyło tylko słuchać Bożego imperatywu i uwierzyć w jego prawdziwość – niepodważalność, a nie pójść za blichtrem narzuconym ludzkiej wyobraźni przez Węża…

Tajemnica nieprawości uczyniła… moralną jedność pośród ludzi. Śmierć jako konsekwencja antropologicznej katastrofy przeszła na całą ludzkość, na winnych i niewinnych, na grzesznych i świętych. Nic dziwnego zatem, iż szereg modlitw kierowanych jest – w epoce Nowego Testamentu – do Miłosiernego Boga w imieniu nie tylko swoim, ale i innych ludzi. Przykładem jest Modlitwa Pańska („Ojcze nasz”).

Pierwsi rodzice ludzkości wybrali nieposłuszeństwo wobec Boga, które spowodowało ich upadek, ale też jednocześnie upadek ludzi wszystkich czasów, kultur, religii, całych dziejów. Jezus Chrystus, posłuszny woli Boga Ojca, nie potępił człowieka. Podał mu pomocną dłoń i ukazał sprawiedliwe – miłosierne Serce. Odtąd ci, którzy za wzorem Jezusa stali się sprawiedliwymi, wiedzą (jako mężowie sprawiedliwi i sprawiedliwe niewiasty), iż Bogu należna jest cześć, wierność, wdzięczność i uwielbienie.

 

Komentarz do Ewangelii

Kontekst pokusy doświadczanej przez Jezusa jest tu bardzo wymowny. Czterdzieści dni i nocy postu stanowi nawiązanie do różnych postów podejmowanych przez bohaterów wiary Starego Testamentu. Czterdzieści dni to jak czterdzieści lat tych, których Bóg wywiódł z domu niewoli w Egipcie. Słowa diabła: „Jeśli jesteś Synem Bożym” są ekstremalnie przewrotne. Przecież szatan wie, kim jest Jezus! Widzimy tu wyraźnie metodologię kłamstwa, która stanowi sposób postępowania szatana i która w ogóle jest paradygmatem zła.

Kolejna próba ataku na godność Syna Bożego miała miejsce na „szczycie narożnika świątyni” w świętym mieście Jeruzalem. Słowa szatana: „Jeśli jesteś Synem Bożym” stanowią ekspresję kłamstwa. Nie mógł wszakże nie wiedzieć Zły, kim jest Jezus. Rzucenie się w dół z tegoż narożnika byłoby samobójstwem Jezusa. Szatan w tej sytuacji zaczął manipulować słowem Bożym. Wykazał się wybiórczą znajomością Biblii, z której wyrwał jedno zdanie o noszeniu spadającego na rękach aniołów. Odpowiedź Jezusa i tym razem była bezwzględna. Wystawianie Boga na próbę jest złem! Nie godzi się tak czynić! Nie może przecież wszechmogący Bóg być przedmiotem jakiejkolwiek manipulacji.

Zły duch, który chciał skompromitować Jezusa, wiedział od początku, że nie jest w stanie tego uczynić. Stąd pojawiła się trzecia sytuacja przez Złego zaaranżowana. Obietnica przekazania Jezusowi wszystkich królestw świata, które można było dostrzec z wysokiej góry, na którą „wziął Go diabeł” jest absurdalna. Przecież szatan nie jest właścicielem ziemi i wszystkiego, co ją napełnia. Nic ze stworzenia, które zawsze wskazuje na Stwórcę, nie jest w jego dyspozycji. Zły wie o tym i dlatego kłamie.


Prawdziwy człowiek i prawdziwy Bóg

Ewangeliści, zanim zaczęli opowiadać o działalności i nauce Jezusa, chcieli uświadomić nam, o kogo naprawdę chodzi. Jezus nie jest jedną z wielu postaci historycznych, nie będzie to więc opowieść o kolejnym spośród setek wydarzeń historii. Będzie tutaj mowa o kimś całkowicie wyjątkowym, o wydarzeniu, które tak bardzo wstrząśnie historią, że od tej pory mówić się będzie: „przed narodzeniem Chrystusa” i „po narodzeniu Chrystusa”.

Stąd to uderzenie w gong: „Wtedy przyszedł Jezus!”. I wspaniała teofania chrztu, podczas którego nastąpiło wstrząsające objawienie: „Ten jest mój Syn”. Ten trzydziestoletni mężczyzna, ten niskiego pochodzenia rzemieślnik z Nazaretu jest Synem Bożym! Ale natychmiast daje się słyszeć głos szatański, który poprzez wieki rozbrzmiewać będzie wszędzie tam, gdzie pojawi się postać Jezusa: „Jeśli jesteś Synem Bożym...”. Szmer powątpiewania.

Ten głos jest także naszym głosem. Trudno nam się „dostosować” do Jezusa, nie umiemy się z Nim spotykać przyjmując to, kim naprawdę jest. Na co dzień nie zważamy na Niego, nie liczymy na Niego. I nagle, tak jak diabeł, żądamy, aby objawił swoją potęgę. „Zrób to dla mnie, zmień to, ukaż swoją obecność, panuj potężniej nad światem. Jeśli jesteś naprawdę Synem Bożym”. Stając się w ten sposób szatanem dla Jezusa, stajemy się szatanem dla samych siebie, tracimy szansę przeżycia czegoś razem z Nim. Któregoś dnia musiał powiedzieć do Piotra: „Zejdź mi z oczu, szatanie!”. Piotr nie akceptował Jezusa, który miał cierpieć i umrzeć. A my jakiego Jezusa akceptujemy? Co kryjemy za słowami, które mogą wyrażać naszą cześć lub być szatańską pokusą: „Skoro jesteś Synem Bożym”?

Powinniśmy stale, bez znużenia, wpatrywać się w prawdziwego Jezusa z Ewangelii. Zostały one napisane właśnie po to, abyśmy poprzez ciągłą kontemplację i medytację mogli żyć tajemnicą Boga w człowieku. Tekst o trojakim kuszeniu rzuca światło przede wszystkim na postać Jezusa. Nie doszukujmy się tam od razu naszych własnych walk. Oczywiście one także tam są, gdyż Jezus był dla nas wzorem we wszystkim, ale najpierw spójrzmy na Jego walkę, a wiele się o Nim dowiemy.

Zanim zaczniemy poznawać Go w Jego czynach i słowach, dane nam jest przeniknąć Jego serce, miejsce, w którym człowiek dokonuje wyborów decydujących. Tym, kim Jezus jest w momencie kuszenia, tym też będzie niezachwianie podczas całego swojego publicznego życia. Stąd znaczenie tego epizodu, który nie jest jedynie zwykłym preludium, lecz radykalnym starciem, w którym w mocy Jezusa odkrywamy moc człowieka.

Tak, Jezus jest Synem Bożym, ale jest prawdziwym człowiekiem – i z tym właśnie nie potrafimy sobie poradzić. Gdybyśmy tak mogli sami wymyślić Jezusa! „Skoro jesteś Synem Bożym, możesz zrobić wszystko”. Nie, nie może zrobić wszystkiego, nie może zrobić więcej niż my sami; Jego odpowiedzi na kuszenie pokazują, iż jest on „z rodzaju ludzkiego”. Jego życie aż do końca będzie autentycznie ludzkie, pełne ograniczeń, narażone na porażkę.

Pomimo tej słabości – słabości prawdziwie ludzkiej – odniesie zwycięstwo, ponieważ pokłada całkowitą ufność w swoim Ojcu. Wpatrywanie się w Jezusa wznosi nas zawsze ku Ojcu i prowadzi ku nadziei. Zanim nastąpią trudne do zrozumienia godziny Męki, Ewangelia od samego początku pragnie uczynić nas czeladnikami Jezusa: jesteśmy uczniami Tego, który zwycięża. W najciemniejszym momencie powie: „Ufajcie!”.

Jezus to człowiek, który wierzy w Ojca i którego misją jest wpojenie w nas takiej samej ufności: abyśmy wierzyli w naszego Ojca niebieskiego. Pokazują nam to Jego krótkie, zwięzłe, stanowcze odpowiedzi. Tak, jest Synem i jako Syn oczekuje wszystkiego od Ojca. Ale odrzuca zdecydowanie diabelską myśl: pokusę użycia mocy Boskiej dla siebie, dla własnej chwały, dla zaspokojenia własnego głodu. A tym bardziej mocy szatana! Jedyne, czego pragnie, to wtopić się w zamysł Ojca. W ten właśnie sposób objawi nam Ojca: To, czego Bóg chce, mówi nam o tym, czym Bóg jest.

Walka z diabłem pozwala nam odkryć w Jezusie Jego zrozumienie Słowa Bożego oraz bezwarunkowość Jego zaufania: człowiek żyje Bogiem, człowiek nie testuje potęgi Boga, człowiek tylko Bogu samemu oddaje cześć. Uzbrojony w te trzy pewniki Jezus może kroczyć naprzód po najtrudniejszych nawet drogach. Jego życie, choć nieosłonięte, będzie jednak zwycięskie. I to właśnie krzyżowanie się życia trudnego, bolesnego i życia tryumfującego będziemy odkrywać czytając Ewangelię. Będziemy się uczyć, w jaki sposób człowiek może być Synem Bożym: prawdziwy człowiek i prawdziwy Bóg.

André Sève


Anatomia kuszenia

Już sam fakt, że Jezus był kuszony, musi zastanawiać. Diabeł drży wprawdzie przed Boską Mocą, ale zdaje się sądzić, że prawdziwe człowieczeństwo Jezusa – wraz z wszystkimi ograniczeniami związanymi z ludzką naturą – może być szansą na uzyskanie dostępu także do tej szczególnej ludzkiej Duszy, tak jak udało mu się uzyskać dostęp do dusz innych ludzi. Jezus nie tylko nie unika otwartej konfrontacji, ale musi być ona częścią Bożego planu, skoro to właśnie Boży Duch wyprowadza Go na miejsce kuszenia. Pustynia jest symbolem ogołocenia: tu nie ma wygody, nie ma spokoju, a cała uwaga potrafi skupić się tylko na jednym: żeby przetrwać. To ogołocenie jeszcze się potęguje, gdy ktoś zaczyna na pustyni pościć. 

Kto w jakiejkolwiek formie doświadczył postu – niezależnie od tego, czy był on wybrany, czy też wynikał z okoliczności życia – wie, jak dotkliwie odczuwa się w takiej sytuacji brak pożywienia, napoju, zdrowia, ulubionej rozrywki, osobistych rytuałów, przyjaciół, ciepła, jakie daje własne miejsce na ziemi. Wszystko to upewnia nas zazwyczaj, że życie toczy się swoim sprawdzonym rytmem w dobrą stronę. Kiedy nagle zostajemy odcięci od tego, co nas uspokaja i syci, powstaje dotkliwa pustka i pojawia się poczucie dyskomfortu. To jest właśnie przestrzeń, w której człowiek bywa szczególnie wystawiony na kuszenie przez złego ducha.

Szatan uderza w samo sedno posłannictwa Jezusa, czyni to jednak – jak zazwyczaj – z obłudną służalczością. Zdaje się być wręcz sprzymierzeńcem Jezusa i po prostu podpowiadać Mu bardziej skuteczne i efektywne podejście do sprawy głoszenia królestwa Bożego. Głosiciel musi przecież dbać o swoją dobrą kondycję psychofizyczną, więc posłużenie się Boską mocą dla zaspokojenia głodu nie może być czymś złym. Ludzie są spragnieni nadzwyczajności, więc spektakularne eventy, do jakich na pewno należałby pozbawiony tragicznych konsekwencji skok z narożnika świątyni, też nie byłby czymś nagannym. A w ogóle, ludzie nie słuchają argumentów, tylko bata, więc objęcie władzy nad rządzącymi zapewniłoby niemalże błyskawiczne i trwałe ustanowienie Bożego królestwa za stosunkowo niewielką cenę, jakim byłby ostateczny i decydujący protektorat szatana.

Z tego zamętu kłamliwych i podstępnych recept na życie Jezus wychodzi zwycięsko. I staje się na zawsze Boskim towarzyszem wszystkich tych, którzy przechodzą przez pustynię kuszenia.

Ks. Marian Machinek MSF

  

Zwycięstwo prawdy nad złudzeniami

Trudno w całej światowej literaturze o bardziej pojemny w treść i symbole fragment. Obraz kuszenia Jezusa powinien być dla ludzkości największą przestrogą, ale też i największą nadzieją.

Na pustyni Jezus zdemaskował kluczowe złudzenia i pokusy, którym jesteśmy skłonni wierzyć, a zarazem wskazał sposoby ich przezwyciężenia. Owe trzy pokusy to streszczenie wszystkich najważniejszych pragnień, postulatów i zachcianek ludzkiej natury. Choć wydają się nam one przekonujące i w pełni uzasadnione, to jednak kryją w sobie groźne pułapki. Jezus odrzucając owe postulaty, daje nam argumenty do walki ze złudzeniami oraz uzasadnia, co jest w nich nie do przyjęcia, dlaczego powinniśmy się im oprzeć. Lekcja ta jest nam bardzo potrzebna, bo niestety, ciągle ulegamy owym mitom, a potem musimy płacić wysoką cenę naszej naiwności i łatwowierności.

Wbrew rozmaitym obietnicom, hasłom wyborczym i mirażom, na świecie nie ma nic za darmo: za każdą tzw. darmową zupę, ktoś musi zapłacić. A im bardziej zupę reklamuje się jako darmową, tym większe są ukryte koszty jej zjedzenia. Zgodnie ze znanym przysłowiem: bez pracy nie ma kołaczy, a nawet suchej bułki. O tym właśnie chce nas pouczyć Jezus. Żeby zdobyć chleb, trzeba się namęczyć. Trzeba też pozbyć się złudzeń, że obfitość chleba, a nawet czegoś do chleba, nie uczyni człowieka ani sytym, ani szczęśliwym; co najwyżej przesyconym, a to jest jeszcze groźniejsze niż głód. Głód bowiem mobilizuje do wysiłku, a przesyt usypia i topi w cholesterolu.

Tymczasem Słowo Boże nie tylko ukazuje człowiekowi sens i cel życia, ale także ukazuje różne sposoby czynienia dobra. Rozdawnictwo bezpłatnych zupek to nie jest najlepszy pomysł, nie jest nawet postulatem Ewangelii. Chrystus oczekuje, że damy innym szansę rozwoju, miłość, dar ze swego czasu i wysiłku, a nie tylko zbędne okruchy ze swego stołu.

Równie groźnym złudzeniem jest przekonanie, że pieniądze i sprawna władza rozwiążą wszelkie ludzkie problemy. Owszem, mogą w tym dopomóc, ale nigdy nie zastąpią własnego zaangażowania w dążeniu do szczęścia. Nikt nigdy nie zapewni nam szczęścia bez naszego osobistego udziału. Ani też poczucia bezpieczeństwa, sensu życia, nieśmiertelności... Cierpienie, doświadczenia, starość, wreszcie śmierć - są nieuchronne. Ale nie zdołają człowieka pokonać, jeśli swoje nadzieje złożymy w Chrystusie i wieczności, a nie doczesności. Tu musimy być gotowi podejmować ryzyko zawierzenia, braku stuprocentowych gwarancji, niepewności, nieraz prześladowań i krzyża. Zdołamy je podjąć, jeśli zaufamy Jezusowi.


MYŚL  TYGODNIA





Nie powinniśmy wystawiać na próbę Boga,
licząc, że wszystko za nas zrobi, nawet to,
co jest w zasięgu naszych możliwości.