SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


13 czerwca 2021 – XI niedziela zwykła






Królestwo Boże […] jest jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu.



Dzięki Chrystusowi nie boimy się już śmierci i sądu, gdyż On zmartwychwstał i napełnił nas miłością Bożą przez Ducha Świętego, dzięki czemu zachowujemy niezachwianą ufność na dzień sądu, ponieważ jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie. Żyjemy i postępujemy według wiary, zawsze staramy się Jemu podobać, wiedząc, że bez wiary nie można podobać się Bogu. Pełnimy też uczynki wiary, uczynki miłości, aby otrzymać za nie wspaniałą zapłatę. Wszystkie uczynki nasze idą za nami, aż staniemy z nimi, dobrymi czy złymi, przed trybunałem Chrystusa. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed sądem Chrystusa ze swoimi uczynkami dokonanymi w ciele.

 

Święty Antoni z Padwy

Ferdynand Bulonne urodził się w Lizbonie w 1195 r. Pomiędzy 15. a 20. rokiem życia wstąpił do Kanoników Regularnych św. Augustyna. W roku 1219 otrzymał święcenia kapłańskie. Potem wstąpił do franciszkanów i zmienił swoje imię na Antoni. Zapalony duchem męczeńskiej ofiary, postanowił udać się do Afryki, by tam oddać swoje życie dla Chrystusa. Jednak plany Boże były inne. Antoni zachorował śmiertelnie i musiał wracać do ojczyzny. W roku 1221 odbywała się w Asyżu kapituła generalna nowego zakonu. Antoni udał się tam i spotkał się ze św. Franciszkiem (+ 1226). Po skończonej kapitule oddał się pod władzę brata Gracjana, prowincjała Emilii i Romanii, który mu wyznaczył erem w Montepaolo w pobliżu Forli. Po kilku latach został wędrownym kaznodzieją. Kiedy powrócił do Italii, na kapitule generalnej został wybrany ministrem (prowincjałem) Emilii i Mediolanu. Antoni obdarzony był wieloma charyzmatami - miał dar bilokacji, czytania w ludzkich sumieniach, proroctwa. W roku 1230 na kapitule generalnej zrzekł się urzędu prowincjała. Był zupełnie wycieńczony, zachorował na wodną puchlinę. Opadając z sił, zatrzymał się w klasztorku w Arcella, gdzie przy śpiewie O gloriosa Virginum wieczorem w piątek, 13 czerwca 1231 roku, oddał Bogu ducha mając zaledwie 36 lat.

 


Ty masz tylko siać

Te dwie przypowieści opisują pracę wielkiego Siewcy, Jezusa. Oraz wszystkich siewców: nauczycieli, kaznodziejów, misjonarzy, rodziców. Są dla nich zachętą do cierpliwości.

Jezus bardzo prędko napotkał opór ludzkiej niecierpliwości. Jan Chrzciciel przesłał Mu zapytanie: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?”. W domyśle: nie wywołujesz zbyt wielkich fal. Tak jak wszyscy, spodziewał się Mesjasza spektakularnego, Mesjasza wielkich przewrotów. Wobec działalności Jezusa – pomimo ciągnących za Nim „tłumów”, pomimo cudów – ludzie czuli rozczarowanie, świat się nie zmieniał i ich życie także.

Pierwsza przypowieść nawiązuje do niezwykłej tajemnicy życia dojrzewającego po cichu: w ziemię rzucone zostaje ziarno, ziemia wydaje się spać, ale oto pokrywa się zielenią, a potem złotem. Kto mógłby przypuszczać, słuchając Jezusa, że zasieje On ziarno w tylu sercach i w tylu glebach?

Kto mógłby przypuszczać, że ten nieznany kaznodzieja i gromadka Jego uczniów dadzą początek Kościołowi, milionom wiernych, tysiącom czynów miłości, wielkiej ukrytej pracy nad przemianą serc i obyczajów? Druga przypowieść zaczyna się od „najmniejszego ze wszystkich nasion”, aby dojść do „największej z roślin”. Jezus musiał mieć wiele optymizmu, żeby to widzieć! Te dwie przypowieści są najwspanialszym wyzwaniem chrześcijańskiej nadziei.

Ale są także znajomością i akceptacją praw wzrastania: brak pośpiechu, tajemnica, sąd pozostawiony wielkiemu Żniwiarzowi. On jeden może już oszacować, jakie będą zbiory, gdy żniwo dojrzeje.

Jakiż misjonarz, proboszcz, działacz, rodzic nie marzył o tym, żeby jego żniwo zazieleniło się prędzej? Któż nie doświadczył zniechęcenia, nie widząc u siebie szybkich, dostrzegalnych postępów? Tak bardzo chcielibyśmy ujrzeć, jak wzrasta roślina. Często słyszę pełne niepokoju pytanie: „Jak mógłbym zobaczyć skutki mojej modlitwy?”.

Pozwólmy ziemi spać. Dniem i nocą coś się dzieje. Nie jesteśmy Bogiem i nie możemy ani dać wzrostu, ani oszacować rozmiaru. Od nas wymaga się tylko jednego: abyśmy wrzucali w ziemię trochę ziarna. Z odwagą, z wytrwałością, z prawdziwą wiarą – wiarą, która nie widzi, ale ufa.

André Seve


Drzewo mojego życia

Przypowieść jest językiem dziecka. Przemawia do wyobraźni, aby poruszyć serce.

Jednym z bardzo mocnych przeżyć mojego dzieciństwa była pierwsza w życiu wizyta w filharmonii. Zdarzało mi się słuchać muzyki poważnej wcześniej, ale spotkanie z nią na żywo niezwykle poruszyło moje serce. Gdy wieczorem leżałem w łóżku, zacząłem słyszeć koncert raz jeszcze. Mało tego, odkryłem, że koncert żyje we mnie własnym życiem i do tego jakby zależnym ode mnie. To nie był „wewnętrzny magnetofon”, ale serdeczny zestaw „mały kompozytor”. Byłem za bardzo nieśmiały, aby opowiedzieć o tym komukolwiek. A cały talent wykorzystałem tylko do dyrygowania wyobrażaną sobie orkiestrą.

Jeśli jeden koncert mógł tak poruszyć i przemienić serce małego dziecka, to o ileż bardziej może dokonać tego Słowo Boga. Jego słowo jest jak ziarno, z całym wewnętrznym dynamizmem życia. Problemem jest tylko to, byśmy byli jak ziemia żyzna zdolna je przyjąć.

Przypowieść jest językiem dziecka. Przemawia do wyobraźni, aby poruszyć serce. On chce dotrzeć do naszej głębi, właśnie tam, gdzie jest ukryta nasza niewiara, lęk przed miłością, paraliżująca nieśmiałość. Właśnie tam, w dziecięcym sercu, w tym miejscu serca, gdzie nie mamy poczucia, że jesteśmy kimś i do czegoś doszliśmy, właśnie tam chce nasz Kochany Tato powiedzieć: „Daję ci królestwo, daję ci moją miłość, daję ci prawdziwe życie”. I nie chce robić tego wyjątkowo. Jest Siewcą, który chce siać codziennie. Do ciebie należy to, byś codziennie to dobre ziarno przyjmował.

A jeżeli patrzysz na to, co wyrosło z twojego spotkania z Bogiem, i widzisz uschłe drzewo, które tylko może wspominać dawną świetność i swój upadek... Jeśli drzewo twojego życia nie jest już schronieniem dla nikogo i na dobrą sprawę nadaje się tylko na spalenie to Tato – Siewca ma dla ciebie nowe ziarno swojego słowa: „Ja jestem Panem, który zieloność daje drzewu suchemu. Ja, Pan, rzekłem i to uczynię”.

O. Paweł


Ja, Pan, rzekłem i to uczynię

Prorok Ezechiel w sposób obrazowy zapowiada wskrzeszenie królestwa judzkiego, którego upadek – przez zburzenie Jerozolimy i świątyni – nastąpił w roku 587 przed Chrystusem. Jak młode pędy cedru posadzone na górze – czytamy u Ezechiela – wyrosną w olbrzymie drzewa, tak rozrośnie się naród żydowski.

Bóg, który dopuścił do upadku Izraela, doprowadzi również do jego wskrzeszenia. Pod tym względem historia Izraela podobna jest do naszej historii polskiej. Polska jako państwo była wielokrotnie unicestwiana, ale szczęśliwie powracała do życia. Widząc w tym rękę Opatrzności, możemy mówić: Deus mirabilis, fortuna mutabilis – Bóg wszechmogący, a los zmienny.

„Słowa te wyrażają możność wszelakich zmian i przewrotów w losach człowieka, narodów i świata, zależą one bowiem od Boga, który wszystkim rządzi, a wszechmocą swoją może robić cuda. W roku 1655 król szwedzki, Karol Gustaw, zająwszy Kraków, zwiedzał w towarzystwie kanonika Szymona Starowolskiego królewskie groby w katedrze na Wawelu. Gdy podszedł z kolei do grobu Władysława Łokietka, Starowolski objaśniając, rzekł: «Ten król po trzykroć był zmuszony opuszczać kraj i po trzykroć powracał». A na to Karol Gustaw: «Z waszym Janem Kazimierzem to się nie stanie». – Deus mirabilis, fortuna mutabilis – odparł Starowolski”.

Św. Paweł myśli o śmierci jako o momencie połączenia się z Chrystusem. I z radosnym niepokojem czeka na ten moment: „Mamy jednak nadzieję i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana”.

Wielu świętych podobnie patrzyło na śmierć: jako na bramę do nieba. W tej perspektywie różne cierpienia traciły na swej ostrości, schodziły na dalszy plan. Tak było w przypadku błogosławionej siostry Faustyny Kowalskiej († 1938). Ostatnie miesiące życia przyniosły jej wiele cierpień. Chorowała na gruźlicę płuc i jelit. Z gruźlicą jelit związane były częste ataki dotkliwych cierpień. Znosiła je z pogodą i uśmiechem na twarzy. Na kilka miesięcy przed śmiercią pisała w Dzienniczku:

„Wszystko się skończy na tej łez dolinie,
I łzy przepłyną, i ból ustanie.
Jedno tylko nie zginie –
Miłość ku Tobie, Panie.

Wszystko się skończy na tym wygnaniu,
Doświadczenia i puszcze duszy,
I choćby była dusza w ustawicznym konaniu,
Gdy ma Boga, nic jej nie wzruszy”.

Kościół istnieje na ziemi i podobnie jak instytucje ludzkie podlega prawom wzrostu. Wzrost ten Chrystus Pan porównuje do wzrostu ziarna wrzuconego w glebę i do wzrostu ziarnka gorczycy, które urasta do rozmiarów dużego krzewu.

Wzrost Kościoła w ciągu dziejów może być mniej lub bardziej intensywny. Nie przestanie on jednak istnieć, na co liczyli jego wrogowie, kierujący się nienawiścią do wszelkiej religii.

I tak np. w roku 150 grecki filozof, Celsus, przepowiadał: „Wy, chrześcijanie, jesteście wariatami, jeżeli wierzycie, że wasza religia może się rozszerzyć na cały świat”.

Voltaire prorokował: „Mam już dość tego, aby słuchać, że dwunastu ludzi wystarczyło do założenia Kościoła. Dowiodę, że jeden człowiek wystarczy, aby go zniszczyć”.

Po śmierci papieża Piusa VI Napoleon oświadczył: „Koniec z potrójną koroną papieską”.

Tysiące przepowiedni tego rodzaju nie może zachwiać tej jednej przepowiedni, która padła z ust Chrystusa: „A bramy piekielne nie zwyciężą go”.

Ks. Jan Hojnowski


MYŚL  TYGODNIA

Brak zrozumienia słowa Bożego powoduje, że nie widać skutków głoszenia Ewangelii.