SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


14 sierpnia 2022 – XX Niedziela Zwykła









Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę,
ażeby już zapłonął.









Jezus przyszedł rzucić ogień Ducha Świętego na ziemię i rzucił go w dniu Pięćdziesiątnicy. Nie przyszedł dać ziemi pokój, lecz rozłam. Kto uwierzy w Niego i przyjmie Jego Ducha, ten należy do Niego. Kto zaś nie ma Ducha Chrystusa, ten do Niego nie należy. Wierzący nie ma wspólnoty z niewierzącym.


„Ojciec przeciw córce”

Na początku II wieku w północnej Afryce aresztowano młodą, liczącą dwadzieścia dwa lata kobietę z niemowlęciem przy piersi. Jej imię Perpetua. Pochodziła ze szlachetnego rodu i była katechumenką. Razem z nią aresztowano jej brata. Z całej rodziny jedynie ojciec nie dostąpił łaski wiary. Kochał swą córkę i nie mógł zrozumieć, dlaczego ona wybiera śmierć, zostawiając swe maleńkie dziecko, jego, starego ojca, ściągając hańbę na cały dom, tracąc swe młode życie. Chodził do więzienia i błagał, by złożyła ofiarę przed pogańskim bóstwem i wróciła do domu. Serce córki przeszywał ból. Odpierała pokusę powrotu dzielnie, wiedząc, jak głęboko rani ojca, którego bardzo kochała.

W ostatniej godzinie, tuż przed wydaniem wyroku, zjawił się ojciec z jej synkiem na ręku i błagał po raz ostatni o zmianę decyzji. Urzędnik, mając wydać wyrok, zwrócił się do niej: „Miejże wzgląd na dziecko i swego starego ojca. Złóż ofiarę na pomyślność cezara”. Odmówiła, a wówczas urzędnik kazał wyrzucić ojca i wychłostać. Córka czuła, jakby ją samą chłostano. Została jednak wierna Chrystusowi. Swe przeżycia opisała własnoręcznie, sam moment wejścia na arenę, na której oddala życie, opisali już naoczni świadkowie. „Męczeństwo Perpetuy i Felicyty” – taki tytuł nosi ten dokument – ukazuje mało dostrzegalny aspekt męczeństwa, ten, o którym mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. „Przyniosłem światu rozłam. Odtąd pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu.” Najczęściej mówiąc o męczeństwie, ukazuje się katusze, jakie znoszą męczeni od oprawców. Tymczasem o wiele boleśniejsze były wewnętrzne przeżycia rozrywające serce.

Perpetua jest kochającą córką i nic nie może uczynić, by ojca przekonać o słuszności swej postawy. Jakże boleśnie cierpi jej kochające serce, gdy widzi, że z jej powodu ojciec przeżywa wewnętrzny dramat. Ona sama jest wypełniona cierpieniem kochanego ojca. Druga, może jeszcze głębsza rana, powstaje z powodu jej macierzyńskiej miłości. Kocha swe maleńkie dziecko. Gdy przez kilka dni może je mieć przy boku w więzieniu i karmi obolałymi od pokarmu piersiami, cuchnąca cela więzienna wydaje się jej być pałacem. Ale i tę miłość składa na ołtarzu ofiarnym, wybierając wierność Jezusowi. Tak wielu ludzi dziś uważa, że nie można w ten sposób stawiać sprawy. Uważają, że Bóg byłby nieludzki, gdyby wzywał do siebie, zmuszając do podeptania po drodze miłości macierzyńskiej czy miłości rodzinnej. Kto tak twierdzi, dowodzi, że nie zna Boga objawionego w Ewangelii.

Umiejętność dokonania wyboru między najpiękniejszymi miłościami doczesnymi – macierzyńską, ojcowską, małżeńską, przyjaźni – a miłością Boga, stanowi wykładnik życia Ewangelią. Bóg potrzebuje świadków dowodzących, że serce może bić miłością Boga w stu procentach, że jest w stanie – mimo największego bólu – zrezygnować z wszelkich miłości doczesnych dla Boga. Tą drogą wędrował Jezus, tą drogą wędrowała Jego Matka, tą drogą wędrowała św. Perpetua i tą drogą wędrują przez wieki święci.

Trzeba bardzo zabiegać o rozwój każdej miłości doczesnej – trzeba być kochającym dzieckiem, kochającym ojcem, kochającą matką, kochającym mężem, kochającym przyjacielem – ale, gdy Bóg zażąda świadectwa, trzeba umieć zrezygnować z wszystkich tych, nawet najcenniejszych i najpiękniejszych miłości, by objawić wierność Jemu samemu. Tylko wierność Bożej miłości może nas ocalić na wieczność. W niej odnajdziemy wszystkie, z których zrezygnowaliśmy. Kto wybiera Boga, nie zdradza tych, których kocha, lecz umacnia łączącą ich miłość.

Ks. Edward Staniek


Epizod uwięzienia Jeremiasza w cysternie jest jednym z najbardziej znanych wydarzeń w życiu proroka. Jego prorocka posługa naznaczona byłam tragizmem od samego początku. Już w chwili powołania usłyszał on słowa: „Oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną (…) przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi.

Konflikt Jeremiasza z władzami świeckimi i religijnymi oraz z narodem był następstwem głoszonego przez niego słowa Bożego. Jeremiasz przez wiele lat piętnował grzechy ludu i władz, obnażał powierzchowność wiary narodu i oderwanie się od Boga i od Jego przykazań. Nie była to łatwa misja, a Jeremiasz był przecież tylko człowiekiem. Dlatego w chwili słabości skarży się: „Biada mi matko moja, żeś mnie porodziła, męża skargi i niezgody dla całego kraju”. Ale nie mógł nie głosić nawet najtrudniejszych prawd, bo każda próba milczenia powodowała cierpienie, które prorok opisuje następująco: „Wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem”.

Końcowa faza jego działalności przypadła na okres oblężenia Jerozolimy przez wojska babilońskie króla Nabuchodonozora. Prorok otrzymał wtedy od Boga polecenie wezwania obrońców świętego miasta do poddania się. Żądanie to wydawało się obrońcom absurdalnym. Ciągle wierzyli, że pomoże im Bóg i sąsiedzi. Nic takiego jednak nie nastąpiło i miasto ostatecznie upadło, i zostało zburzone, a ludność częściowo wybita, a częściowo wywieziona do niewoli. Poddanie miasta prawdopodobnie uchroniłoby je od tego strasznego losu.

Słowo Jezusa również czasami bywa bardzo wymagające. Nie ociągajmy się jednak z jego wypełnieniem, bo jest ono dla nas zbawienne.

 

Wielki poeta i bard, Edward Stachura, śpiewał: „Wędrówką jedną życie jest człowieka”. Święty Paweł używa określenia dużo bardziej intensywnego: życie to bieg. Będąc już w podeszłym wieku, pisał on: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. Nie chodzi jednak o intensywność w sensie codziennego zabiegania w walce o byt, ale o intensywność naszego życia chrześcijańskiego. Ta intensywność jest nie tyle związana z szybkością, co z determinacją i entuzjazmem, jakie wkładamy w nasze naśladowanie Chrystusa.

Również i List do Hebrajczyków wzywa nas do tego wytrwałego chrześcijańskiego biegu. W tym biegu nie jesteśmy sami, bo mamy „dokoła siebie mnóstwo świadków”, a wpatrzeni jesteśmy w lidera naszego peletonu, czyli w Jezusa, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”. To właśnie On, Jego słowo i Jego łaska pomagają nam, abyśmy uwolnili się od tego, co nas na drodze zatrzymuje i odciąga od biegu za Jezusem, czyli od naszych niepotrzebnych fascynacji i ambicji, a przede wszystkim od grzechów.

Kto kiedykolwiek biegał, wie, że to zajęcie związane jest niekiedy z bólem i zmęczeniem. Jest to analogia do naszych życiowych krzyży i niepowodzeń. Jednak i tu dzisiejsze czytanie przychodzi nam z pomocą. Nasz Mistrz i Nauczyciel zamiast radości przecierpiał krzyż. Ale nie oznaczało to dla Niego przegranej, bo przecież ostatecznie „zasiadł po prawicy tronu Boga”. Niech przykład Jezusa zawsze pomaga nam zachowywać ducha wiary, nadziei i miłości.

 

Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje nam swoje Oblicze w sposób, do którego nie przywykliśmy. Zazwyczaj wyobrażamy sobie Jezusa jako Boga miłości, dobra i pokoju. Skąd zatem bierze się ten brutalny konflikt, o którym On mówi w dzisiejszej Ewangelii? Od razu musimy zastrzec, że choć jest to konflikt realny, to nie jest on zamierzony przez Jezusa. Natomiast Jezus jest świadomy jego istnienia, świadomy, że jest on nieunikniony, a nawet pragnie, żeby on już się rozpoczął.

W rzeczywistości konflikt ten został zapowiedziany już w raju, kiedy po upadku pierwszych ludzi Pan Bóg zwrócił się do szatana: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje i potomstwo jej”. Ta nieprzyjaźń rozgrywa się wprost na naszych oczach. Jakże często czyjaś wiara, proste przejawy religijności, czy ewangeliczna motywacja czynów wywołują drwiny i wrogość. Na pierwszy rzut oka może nam się wydawać, że jest to sprawa poglądów każdego człowieka, ale niekiedy nieproporcjonalna siła tej wrogości sugeruje, że może być ona inspirowana przez wroga zbawienia ludzkiego – szatana.

Najobszerniej ten konflikt opisany jest w Księdze Apokalipsy. Tam właśnie zmartwychwstały Chrystus otwiera księgę zapieczętowaną siedmioma pieczęciami i inicjuje proces, który doprowadzi do zwycięstwa królestwa Bożego.

Nam, chrześcijanom, potrzebna jest taka właśnie szeroka wizja tego konfliktu, abyśmy umieli czytać otaczającą nas rzeczywistość i nigdy nie tracili nadziei w Bożą obecność.


MYŚL  TYGODNIA

Prawdziwej radości kupić się nie da. Można handlować jej namiastkami. Ale one nasycić nie są w stanie.