SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


20 października 2019 – XXIX niedziela zwykła







Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?





Na kartach Pięcioksięgu widać, jaką ochroną cieszyły się wdowy w starożytnym Izraelu. Nie miały oparcia, dlatego potrzebowały opieki od innych. Wdowa z dzisiejszej Jezusowej przypowieści naprzykrza się sędziemu, gdyż potrzebuje obrony. Sama nie da sobie rady. I to jest sedno naszej relacji z Bogiem: sami nie damy rady. Dlatego mamy Go prosić, wołać do Niego, niekiedy krzyczeć. Bo jesteśmy jak ta wdowa – aby żyć naprawdę, potrzebujemy Bożej łaski i obrony. Najpierw jednak musimy się do tej potrzeby przyznać. Stanięcie w prawdzie o naszej kruchości i niewystarczalności otwiera drogę ku odnowie całego naszego życia.


Bóg godzien jest wiary

Takie pytania nurtują nas nieustannie: Czy modlitwa ma wartość? Czy Bóg interesuje się tymi, którzy się do Niego modlą? Czy modlitwa nie jest rzucana na wiatr? Rodzą się w nas te pytania, kiedy Bóg zdaje się nie reagować i kiedy ci, którzy zwracają się do Niego o pomoc, pomocy nie otrzymują. Jeśli modlitwa nie przynosi żadnego skutku, to jaką może mieć wartość? Czy nie byłoby rozsądniej porzucić modlitwę, oszczędzając sobie bezużytecznego trwonienia czasu? Czy nie lepiej wyzbyć się złudzeń? Bo jeśli sami nie radzimy sobie z trudnościami lub nie znajdujemy pomocy u innych – to czyż nie powinniśmy stąd wywnioskować, że nie możemy oczekiwać pomocy nawet od Boga?

Jezus ostrzega swoich uczniów przed takim wnioskowaniem i zachęca ich do nieustannej modlitwy. Nawet jeśli muszą długo czekać, nawet jeśli nie mogą dostrzec Bożej pomocy – nie powinni ustawać w modlitwie. Powinni zaś zwracać się do Boga z niewyczerpaną ufnością. Opowiadając przypowieść o sędzi i wdowie, Jezus chce przekonać uczniów, że mogą mieć bezwarunkowa ufność co do wysłuchania ich prośby przez Boga, nawet jeśli nie potwierdza się to natychmiast i trzeba wielokrotnie powtarzać modlitwę.

Sędzia jest przedstawiony jako człowiek nie liczący się nikim. Widzi tylko samego siebie, własną korzyść i własną wygodę. Nie ma żadnego szacunku dla Boga. Nie obchodzi go, że któregoś dnia będzie musiał zdać sprawę przed Bogiem i zostanie przez Niego osądzony. Nie obchodzą go również ludzie. Kobieta należy do tej kategorii osób, które są postrzegane jako słabe społecznie. Osoba i sytuacja kobiety jest dla sędziego zupełnie obojętna. A jednak w końcu wysłuchuje jej prośby. Kobieta osiągnęła to swoją wytrwałością. Sędziego nie poruszyło bynajmniej obudzone poczucie obowiązku, a jedynie egoizm. Chciał się on uwolnić od stałej uciążliwości, od naprzykrzania się tej kobiety. Jeśli wytrwałą prośbą można uzyskać coś od takiego człowieka, to o ileż większy wpływ ma modlitwa na Boga!

Kto czuje się zmęczony modlitwą, powinien pamiętać, jaki jest związek pomiędzy nami a Bogiem. Ucząc apostołów modlić się, Jezus mówił im, aby zwracali się do Boga jako do „Ojca” (11, 2). On nie jest niesprawiedliwym sędzią. Jemu nie jest obojętny nasz los; On jest naszym Ojcem, zawsze się nami interesuje. Jeśli my przestajemy się modlić do Niego, to odmawiamy Mu naszego zaufania, nie uznajemy już, że jest On naszym Ojcem, mamy Go albo za kogoś bezsilnego, albo za nieczułego despotę. Sprawa naszej modlitwy jest równocześnie sprawą naszej wiary w Boga jako Ojca. Dla Boga nie jesteśmy bytami bez znaczenia i wartości. Dla sędziego wdowa była czymś w rodzaju natrętnej muchy. My natomiast jesteśmy dla Boga jego wybranymi/ umiłowanymi dziećmi.

Ów związek pomiędzy Bogiem a nami jest powodem, dla którego nie powinniśmy nigdy ustawać w modlitwie, i jest równocześnie uzasadnieniem nadziei na wysłuchanie naszej modlitwy. Nawet jeśli musimy poczekać, nawet jeśli pozornie nie doświadczamy bliskości Boga, nawet jeśli nasza modlitwa zdaje się trafiać w pustkę, to przecież Bóg jest i zawsze będzie naszym Ojcem. Nie z Jego powodu, ale z naszego trzeba, żebyśmy cierpliwie i nieustannie się modlili. Zwracając się do Boga, podtrzymujemy nasz żywy z Nim związek, wspólnotę dzieci z Ojcem, wspólnotę rzeczywistą. Jeśli przestajemy się modlić, uważając modlitwę za rzecz pozbawioną sensu, zrywamy ów związek. Nasza modlitwa jest przejawem naszego życia z Bogiem. Kto nie modli się wcale i pokłada ufność tylko we własnych siłach, a temu, co je przekracza, poddaje się z rezygnacją – ten demonstruje swoją niezależność od Boga i odrzuca Go.

Ponieważ Bóg jest naszym Ojcem, nie może nas nie wysłuchać. Ale nam nie godzi się dyktować Mu, jak i kiedy powinien nas wysłuchać. Zawsze możemy być pewni tylko tej jednej rzeczy. On uczyni nam sprawiedliwość i nas zbawi. Ale może przy tym poddać nas długiej próbie lub zadziałać bardzo szybko i nieoczekiwanie. W każdym razie nie opuści nas i nie pozwoli nam zmarnieć.

Zmęczenie i znużenie, które są skutkiem utraty sensu modlitwy, podsuwają nam wątpliwość: Czy Bóg uczyni cokolwiek? Czy można Mu zaufać? Dla Jezusa pomoc Boża jest absolutnie pewna, ponieważ dla Niego potęga i miłość Boga są rzeczywistością absolutnie pewną. Tak samo pewne są konieczność i sens modlitwy. W pytaniu zamykającym ten fragment Jezus odwraca problem: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Element niepewności co do ocalenia i pomocy widzi Jezus nie ze strony Boga, ale ludzi. Potęga i miłość Boga są absolutnie godne wiary. Mniej pewna jest zdolność ludzi do ocalenia pośród wszystkich prób swej wiary w Boga jako Ojca. Kiedy przestajemy ufać Bogu i odpychamy Go, to Jego pomoc nie może nas dosięgnąć. Pytanie Jezusa jest zachętą do przyjęcia tej prawdy, że poprzez wiarę i modlitwę trwamy zjednoczeni z Bogiem i przygotowujemy się na Jego dzieło pomocy i zbawienia.

Klemens Stock Sj


Księga mądrości

Prawie każdy człowiek chciałby być mądry, niewielu jednak chce się tej mądrości uczyć. Z tych zaś, którzy rzeczywiście chcą i wiedzą, że bez mądrości szczęścia posiąść nie można, wielu nie zawsze wie, gdzie mądrości należy szukać. Studiują setki dzieł, przez lata słuchają wykładów, referatów, przemówień, dyskutują, a zapominają o jednej jedynej księdze, która zasługuje na miano księgi mądrości – o Biblii.

Dziś św. Paweł przypomina nam o niej, pisząc do Tymoteusza: "Od lat niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości". Warto więc zbadać, jak wygląda mój stosunek do Biblii. A zatem, czy Biblia, a przynajmniej Nowy Testament jest w naszym domu? Jeśli nie ma, to znaczy, że brak w naszym mieszkaniu najcenniejszej księgi świata, największego ze skarbów. Jeżeli jest, to gdzie się znajduje? W zasięgu naszej ręki, czy może leży głęboko w szafie jako zapomniany podarek od Pierwszej Komunii Świętej? Kiedy ostatni raz czytałem Pismo Święte? Tydzień, miesiąc, rok, może wiele lat temu, a może nigdy? W Bibliotece Jagiellońskiej spotkałem asystenta fizyki. Kilkakrotnie widziałem go z Biblią w ręku. Pytam, czy ma zamiar zmienić kierunek studiów? "Nie. W publikacjach z fizyki poszerzam swoją wiedzę, a w czytaniu Biblii – mądrość." Czy pan ma czas na czytanie Biblii? – pytam dalej. Zastanowił się chwilę i rzekł: "Myślę, że tylko niemądry nie ma czasu na zdobywanie mądrości".

Tych, którzy zdecydują się na otwarcie Biblii, księgi mądrości, zachęcam do przeczytania niewielkiej książeczki Romana Brandstettera "Krąg Biblijny". Lektura tej pozycji pomoże w zrozumieniu prawdy, że Biblia to ocean mądrości. Przytoczę testament, jaki autorowi tej książeczki pozostawił jego dziadek, który w 1928 roku, na kilka dni przed śmiercią, tak do niego mówił: "Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców... Więcej niż mnie... Nigdy się z nią nie rozstaniesz... A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jednej Księgi".

W poszukiwaniu mądrości należy sięgnąć do samego jej źródła, do księgi, której autorem jest najwyższa Mądrość – sam Bóg.

Ks. Edward Staniek


Wdowa

„W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!".

Prawo narodu żydowskiego nakazywało bronić wdowy, sieroty i cudzoziemców, czyli osób słabych, często biednych i narażonych na izolację w społeczeństwie. „Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej. Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty. Jeślibyś ich skrzywdził i będą Mi się skarżyli, usłyszę ich skargę, zapali się gniew mój, i wygubię was mieczem i żony wasze będą wdowami, a dzieci wasze sierotami" (Wj 22, 20-23). W ten sposób Księga Wyjścia sformułowała swego rodzaju prawo opieki społecznej, niespotykane wówczas w żadnym innym narodzie.

W tej grupie znalazły się wdowy. Greckie słowa chera – wdowa i cheros – wdowiec oznaczają „pozbawionych czegoś". Wdowy zostały pozbawione męża, a wraz z nim – tak ważnej w Izraelu – nadziei na płodność. Słusznie mogły czuć się samotne, bezbronne i nieszczęśliwe. Wdowa wspomniana przez Pana Jezusa w przypowieści przeciwstawiona zostaje sędziemu, który nie liczył się z nikim i nie chciał wziąć jej w obronę.

Osoba osamotniona przez męża stała się typowym obrazem nieszczęścia. Na starożytnym Wschodzie do wdowy porównywano opuszczone i zniszczone miasta, a wywyższającym się społecznościom przepowiadano karę wdowieństwa, jak w Księdze Izajasza pod adresem Babilonu: „Sieroctwo i wdowieństwo w pełni spadną na ciebie" (Iz 47, 9). Wielki Babilon w Apokalipsie św. Jana – zanim dotknie go kara za pychę bez granic –przechwala się: „Zasiadam jak królowa i nie jestem wdową, i z pewnością nie zaznam żałoby" (Ap 18, 7).

W Kościele pierwotnym wdowy otaczano szczególnym szacunkiem. Dzieje Apostolskie wspominają o praktyce rozdawania im jałmużny (Dz 6,1), a św. Jakub widzi w udzielanej im pomocy znak prawdziwej pobożności: „Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach" (Jk 1, 27).

Ks. Maciej Szczepaniak


MYŚL  TYGODNIA




Pan nagradza z właściwą sobie, niepojętą dla nas hojnością. Jego sprawiedliwość i miłość stanowią jedno.