SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


22 kwietnia 2017 – IV niedziela wielkanocna









Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają.








Jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że staliśmy się Jego dziećmi, że On, jako Dobry Pasterz, znając nas i kochając, zgromadził nas w swojej owczarni. Każda Eucharystia, sprawowana wspólnie z innymi, nam o tym przypomina. Jednocześnie, jako owczarnia Chrystusa, chcemy dzielić ze swym Pasterzem Jego troski. Między innymi tę, aby też inne owce przyprowadzić do owczarni. Dlatego nie zamykajmy się w poczuciu zadowolenia, ale bądźmy gotowi, aby Dobry Pasterz poprzez naszą miłość, wrażliwość i ofiarność szukał i odnalazł tych, którzy zaginęli.


Pasterz dusz

Słowo „duszpasterz” ma swój ewangeliczny rodowód. Oparte jest na wypowiedziach Jezusa o dobrym pasterzu. Kapłan ma być dobrym pasterzem dusz. Parafia czy inna wspólnota religijna może żyć duchem Ewangelii tylko wówczas, gdy jest zgromadzona wokół duszpasterza. Zawsze tym pierwszym Dobrym Pasterzem jest sam zmartwychwstały Chrystus, ale zostawił On na ziemi duszpasterzy jako swoich widzialnych zastępców.

Co decyduje o ewangelicznym wypełnieniu trudnej misji duszpasterza? Jezus określa kilka zasadniczych warunków. Pierwszym z nich jest dobra znajomość owiec przez duszpasterza. „Znam moje owce” – powiada Chrystus. W tym poznaniu chodzi o możliwie dokładną i pełną informację o warunkach życia wiernych, o ich zdrowiu, pracy, kłopotach i radościach. Chodzi również o ich słabości, zagrożenia i nałogi, o wpływy środowiska...

Wiedza ta jest potrzebna, by duszpasterz mógł swoje owce kochać, innymi słowy, by mógł skutecznie troszczyć się o ich prawdziwe dobro, zarówno doczesne jak i wieczne.

Drugim warunkiem dobrze spełnionej misji przez duszpasterza jest miłość, jaką go darzą wierni. To właśnie ma na uwadze Chrystus, gdy podkreśla, że nie tylko On zna swoje owce, ale i „one Go znają”. Wierni winni znać swego duszpasterza, winni uczestniczyć w jego pasterskich troskach i radościach. Taka wzajemna troska o siebie umożliwia realizację przykazania „wzajemnej miłości”.

Trzeci warunek to troska duszpasterza o odpowiedni pokarm dla wiernych. Jezus, zlecając Piotrowi odpowiedzialność za całą owczarnię, trzykrotnie go wzywa, by pasł owce Jego. Pasterz musi ciągle zabiegać o odpowiednie pastwiska, o zdrową wodę. Owce winny mieć pod dostatkiem dobrego pokarmu. Duszpasterz jest odpowiedzialny za ciągłe ubogacanie wiernych czystym ewangelicznym chlebem. Słowo Boże i Eucharystia oto pokarm dla wiernych. Odpowiedzialność za owce łączy się z troską o każdą, która pobłądziła w życiu i odłączyła się od owczarni. Przepiękny jest obraz dobrego Pasterza przedstawiony przez Jezusa, a zanotowany w Ewangelii św. Łukasza. Jest w nim mowa o poszukiwaniu zagubionej owcy. Duszpasterz, jeśli nie może osobiście dotrzeć do zagubionych, czyni to swoją modlitwą. Wzywa Chrystusa, by sam przyprowadził do owczarni tych, co zaginęli. Żaden parafianin nie jest obojętny duszpasterzowi, nawet ten, kto domaga się adnotacji w Księdze Chrztu, że występuje z Kościoła. Prawnie odchodzi, ale w sercu jego dobrego pasterza adnotacja ta jest tylko wezwaniem do jeszcze bardziej intensywnej modlitwy za niego.

Najtrudniejszym jednak zadaniem dobrego duszpasterza jest obrona wiernych przed atakami zła. Owce nie umieją się bronić. To stworzenie jest bezbronne i przez to bardzo łatwo może się stać łupem złodzieja lub wilka. Do obowiązków dobrego pasterza należy obrona owiec.

Każda wspólnota religijna ma wielu wrogów. Jedni atakują od zewnątrz, inni pojawiają się jak wilki w owczej skórze i niszczą wspólnotę od wewnątrz. Duszpasterz musi dobrze znać potęgę tych przeciwników i metody, jakie stosują. Bezpieczeństwo wiernych jest tym większe, im więcej mądrości i odwagi mieszka w sercu ich duszpasterza.

Bywają sytuacje, które przewiduje Chrystus w Ewangelii, gdy duszpasterz musi w obronie owiec oddać swoje życie. To dowód jego miłości i dobroci. Sam Jezus jako Dobry Pasterz oddał życie za swoje owce i dał tym samym przykład ewangelicznej postawy wszystkim duszpasterzom, których zaangażował do pracy w swojej owczarni.

Ktokolwiek w oparciu o tekst Ewangelii głębiej przemyśli postawę duszpasterza i dostrzeże, jak bardzo to zadanie przerasta ludzkie siły, nie będzie swego kapłana krytykował ani obmawiał, lecz uczyni wszystko, na co go stać, by z nim współpracować dla dobra całej parafii.

Ks. Edward Staniek


Eucharystia – moje życiodajne źródło (9)
Księga życia

Przybliżyliśmy się już, Moi Drodzy, do Liturgii Słowa. Niebawem otworzymy księgę Pisma Świętego i zaczniemy czytać. Zanim jednak to uczynimy, pomedytujmy przez chwilę nad zamkniętą Księgą Słowa Bożego. Zobaczcie, diakon bądź kapłan podchodzi do niej z szacunkiem, skłania głowę, przed Ewangelią okadza, unosi ze czcią, gdy przenosi ją z ołtarza na ambonę. Ministrant nie wnosi lekcjonarza pod pachą w połowie liturgii. Księga leży dostojnie na ambonie i czeka na moment, aż otworzą ją dłonie człowieka przygotowanego, aby czytać Słowo Boże zgromadzonemu Ludowi Bożemu. Nie uczyni tego ktokolwiek. Już to świadczy o wyjątkowym charakterze tego, co zapisano w Świętej Księdze. Sam moment otwarcia księgi jest wyjątkowy. I z całą pewnością daje nam okazję do krótkiej medytacji.

Lubię, gdy Słowo Boże definiujemy jako Księgę Życia. Wydaje mi się, że dopiero wtedy pokazujemy jej prawdziwy sens. Jest to przecież księga o życiu. Historia Boga, który szuka, znajduje i wreszcie zbawia człowieka. Ale również historia życia człowieka, który woła do Boga, z nadzieją, że Go pozna i pokocha. Czytamy niezwykłą opowieść o tym, co jest w życiu najcenniejsze i o tym, które wybory uszczęśliwią człowieka. I nie chodzi tu wcale tylko i wyłącznie o życie wieczne, które Bóg nam obiecuje. Pismo Święte przekazuje nam spójny system wartości i człowieka, który o ten piękny świat walczy. Widzimy jego sukcesy i porażki, i widzimy miłosiernego Stwórcę, który chroni i wspiera ludzki wysiłek. Słowo Boże to taki niezwykły i tajemniczy Boży Ogród. Kto go raz odnalazł, już go nie opuści.

Biblia. Czym jest? Jak powstała? Na te pytania musimy sobie dziś odpowiedzieć. Musimy sobie uzmysłowić, że Pismo Święte powstawało kilkanaście wieków. Szmat czasu - możemy powiedzieć. W sumie nie mogło być inaczej. Jest to przecież historia niewiarygodnej przyjaźni Boga i człowieka. A Bóg stopniowo odsłania Siebie. Odkrywa Swoją Twarz w historii ludu, który sobie wybrał. Najpierw wybór, potem odpowiedź człowieka i dalej wspólne Wędrowanie przez dzieje świata. Z wieku na wiek, z roku na rok, ludzie pojmowali coraz więcej z tajemniczej natury Boga. Uczyli się Go, tak jak uczniowie w szkole. Często bezbłędnie odczytywali wolę Bożą, ale zdarzało się również, że błądzili, wystawiali miłość Bożą na próbę i źle interpretowali Jego zamiary.

Ludzie o najwrażliwszym sercu przekazywali przychodzącym po nich, to co zdołali zrozumieć z wielkości, dobroci i wszechmocy Boga. On przecież dawał się im poznać poprzez to, co czynił i to, co im mówił. Najpierw powstało słowo mówione, tzw. przekaz ustny, a dopiero potem powstały księgi spisane pod natchnieniem Ducha. Zdumiewający jest fakt, że Bóg wydał swoją tajemnicę tak różnorodnej grupie ludzi i jednocześnie pozostawił im wolność tworzenia. Każdy z tych, których On wybrał, mówił i pisał w sobie charakterystyczny sposób. Jedni w historycznej narracji opowiadali o pięknych biblijnych wydarzeniach. Dzięki nim poznaliśmy tak cudowne historie jak chociażby przymierze z Abrahamem, wyjście z Egiptu, wędrówkę przez pustynię, zdobywanie Ziemi Obiecanej, życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa czy dzieje rodzącego się Kościoła. Inni sięgali po fikcję literacką, aby za pomocą barwnych opowieści przekazać to, o czym przez Boga zostali pouczeni. Ludzie, nazwani prorokami, głosili wprost usłyszane od Boga nauki, i te pełne miłosierdzia i te, które ukazywały Boży gniew, gdy Naród wybrany zapominał o swoim Panu. W Biblii znajdziemy nawet poezję. Tam gdzie jest miłość (a miłość Boża ukazana na kartach Pisma Świętego jest piękna), musi być przecież miejsce dla poezji.

Wiele kart Świętej Księgi pulsuje modlitwą. Możemy bez końca mnożyć przykłady pięknych psalmów, hymnów i pieśni zanoszonych do Boga. Zobaczcie, Moi Drodzy, na biblijnych stronnicach jest samo życie. Ludzie rodzą się, kochają, walczą i zdradzają, przebaczają, skaczą ze szczęścia i płaczą, żenią się i za mąż wychodzą, rodzą i wychowują dzieci, pracują i wreszcie na końcu tej drogi przychodzi śmierć. W tym świecie Bóg ujawnia siebie i z tego świata prowadzi nas ku wieczności. To o tym czytamy w liturgii Słowa w czasie Eucharystii. Chcemy też odczytać Jego przesłanie  a dziś, bo to ma być naszą inspiracją, siłą napędową naszych działań i pomocą w podejmowaniu ważnych życiowych decyzji.

Otworzyć księgę Pisma Świętego, to trochę jakby otworzyć serce na Pana Boga. Gdy to uczynię, On dostanie szansę, aby objawiać mi swoją wolę i pokazywać mi prawdę o sobie, o świecie i o mnie.

Ks. Wojciech Wojtach


O chorobie miłości

Młoda narzeczona rozchorowała się na ospę, zanim weszła do chaty swego przyszłego męża. Ten zaś powiedział:

- Bolą mnie oczy.

A później:

- Oślepłem.

Zaprowadzono mu żonę do chaty. Kiedy umarła po dwudziestu latach małżeństwa, jej mąż otworzył oczy.

Gdy go zapytano o przyczynę tego "cudownego wyzdrowienia", odrzekł:

- Nie byłem ślepy, ale udawałem, żeby się moja żona nie zamartwiała na myśl, że oglądam ją oszpeconą chorobą.


MYŚL  TYGODNIA

Dyscyplina to miłość wyrażona w działaniu.