|
|
|
29 marca 2026 – Niedziela Męki Pańskiej (Palmowa) |
|
„Bóg każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie”. Warto z takim nastawieniem, do którego zachęca Izajasz, podejść do lektury tekstów Niedzieli Palmowej. Słuchać, widzieć obrazy, które pojawiają się w wyobraźni. W ten sposób podążać za Jezusem, by móc przeżyć Jego Ewangelię taką, jaką dzisiaj objawia. Po prostu być z Panem w Jego drodze. Komentarz do pierwszego czytania Prorok Izajasz dyktuje nam dzisiaj bardzo piękne zdanie, które powinno być fundamentem życia każdego człowieka wiary. „Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie”. Pierwsza rzecz, pierwsza myśl, jaka może towarzyszyć człowiekowi wierzącemu, to: co dzisiaj Pan chce mi powiedzieć? Chcę „nadstawić” moje ucho na Jego głos, głos Boga, który nieustannie chce mnie prowadzić, oświecać, umacniać. Przed nami, co raz bliżej, Wigilia Paschalna, w czasie której odnowimy swoje przyrzeczenia chrzcielne – chcemy wyznać wiarę w Boga i wyrzec się zła. Ale żeby to uczynić, potrzeba nam właśnie wiary, wielkiej wiary, a ta bierze się ze słuchania Bożego Słowa, o czym mówi święty Paweł w Liście do Rzymian. Pod koniec tego Wielkiego Postu warto zrobić sobie rachunek sumienia z tego, jak słuchaliśmy Bożego Słowa w tym czasie. Czy byliśmy podobni do Jezusa na pustyni z początku Postu, Jezusa rozmodlonego i zasłuchanego w Boże Słowo, czy może nie stworzyliśmy przestrzeni do tego, aby posłuchać swojego Stwórcy i Pana. Czy chcę, czy potrafię słuchać tego, co mówi mi Bóg?
Komentarz do drugiego czytania Fragment Listu świętego Pawła do Filipian to tak zwany hymn o uniżeniu Chrystusa. Co więcej, to uniżenie, pokora samego Boga, objawia się w całej historii życia Jezusa. Pierwsze uniżenie to wejście w Tajemnicę Wcielenia – Boga stającego się człowiekiem. Stwórca zniża się do poziomu stworzenia. Ale jakby tego było mało, Jezus – Boży Syn – idzie jeszcze dalej w tym uniżeniu. Ponosi śmierć krzyżową, aby zbawić ludzkość, aby otworzyć niebo, aby raz na zawsze pokonać śmierć, grzech, szatana. Ale także po to, aby dać ludziom najwyższy dowód swojej miłości. Bo jeśli to, co Jezus zrobił na krzyżu, dla ludzi i za ludzi, człowieka nie przekona, to co go przekona?
Komentarz do Ewangelii Dzisiejsza Ewangelia to opis Męki Jezusa według świętego Mateusza. Chyba najlepszym komentarzem do tego tekstu jest sam tekst. Jego powolna, uważa lektura, pozwala najlepiej oddać to, co niesie ze sobą to zbawcze wydarzenie. Przeczytać tę Ewangelię, skupiając się przede wszystkim na Nim – na Jezusie. Od momentu przygotowania Ostatniej Wieczerzy, przez dylematy i dramaty Apostołów – Piotra, Judasza, pozostałych – sąd, Piłat, odrzucenie przez ludzi i decyzja o ukrzyżowaniu. Warto znaleźć dzisiaj kilka minut, aby zatrzymać się nad tym Słowem – Ono samo do nas przemawia, bez dodatkowych komentarzy. Hosanna! Niedziela Palmowa otwiera Wielki Tydzień – tydzień o najbogatszej liturgii i najbardziej intensywny w przeżycia. Nie jest to jedynie przeżywanie wspomnień, „czczenie pamięci”. W tych dniach będziemy naprawdę współuczestniczyć w wydarzeniach, które miały miejsce w Jerozolimie, aby zaczerpnąć z bogactwa zawartych w nich łask. Wielki Tydzień jest czasem par excellence tego tajemniczego zbliżenia z wydarzeniami zbawczymi, które nazywamy „liturgią” i „sakramentem”. Będziemy w tłumie, który wita Jezusa jadącego na osiołku i będziemy wołali „Hosanna!”. Będziemy obecni w Wieczerniku, na Kalwarii i przy Zmartwychwstaniu. Będziemy przez ten tydzień przeżywali chwile wielkich wzruszeń i gorących porywów, gdyż liturgia jest piękna i dramatyczna. Ale w poranek Niedzieli Palmowej powinniśmy przede wszystkim obudzić swoją wiarę. Tylko wiara może zrozumieć rzeczywistość, którą celebruje liturgia.
Jezus przemawia niczym jasnowidz i władca: „Idźcie do wsi, znajdziecie oślicę i źrebię; odwiążcie je i powiedzcie: Pan ich potrzebuje”. I rzuca płomień wielkiego proroctwa: „Jerozolimo, oto Król twój przychodzi do ciebie”. Oto godzina mesjańska, godzina królewska, rozbrzmiewać będzie hosanna z tak charakterystycznym zwrotem: „Błogosławiony Ten, który przychodzi (Mesjasz) w imię Pańskie!”. Teraz już Jezus może się zgodzić, aby Go obwołano Mesjaszem: Jego Męka i Zmartwychwstanie, cierpienie i chwała, objawią (ale tylko wierze!), jakim jest Mesjaszem i jakie przynosi zbawienie. Ale od tej królewskiej wielkości Mateusz natychmiast przechodzi do pokory: „Król twój łagodny, siedzi na osiołku”. Czegoś takiego nie wymyśliłby żaden ówczesny zwycięski władca, ale jakiż byłby nasz Chrystus z Niedzieli Palmowej, gdyby paradował na bojowym rumaku? Osiołek pozwala nam o wiele łatwiej pojąć te trudne wyobrażenia: Jezus Chrystus jest Bogiem i jest pokorny, jest królem i sługą, prowadzi nas na drogi wielkości i skromności. Kto poprzestaje na jednej tylko z tych rzeczy, źle rozpoczyna Wielki Tydzień oraz życie ucznia. Idąc za Chrystusem, nie jesteśmy nikim, ale też najmniejsze uczucie pychy może być dla nas zgubne. Nasz król jest z nami, na osiołku; nasz król jest pokorny i łagodny, i czuje się szczęśliwy, otoczony przez skromnych grzeszników, szczęśliwy, że kroczy po dywanie ubogich, pośród okrzyków maluczkich, których szczególnie sobie upodobał. Ty, człowieku bogaty, nie zostajesz odrzucony, ale jeśli przybywasz dzisiaj, przynieś serce skromne. Po raz pierwszy ewangelista notuje najbardziej ziemskie pochodzenie Jezusa: „Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: Kto to jest? A tłumy odpowiadały: To jest prorok Jezus z Nazaretu w Galilei”. W pełni triumfu zostajemy sprowadzeni do pokory Wcielenia: skromny rzemieślnik galilejski w Jerozolimie! Wkrótce zstąpimy w samą przepaść tego upokorzenia: skazaniec na krzyżu. Ażeby na koniec wznieść się na szczyty świętego Jana: „Pan mój i Bóg mój!”. André Seve Boże, dlaczego? Taki okrzyk, pełen wyrzutu, skargi i niezrozumienia, gości na wargach osób przeżywających ból rozstania z bliskimi, nawrót poważnej choroby czy też inne ciosy losu. I jest to okrzyk szczery, zrozumiały, nawet gdy wydobywa się z głęboko wierzącego serca. Nie musi on być znakiem buntu wobec Boga, ale może być krzykiem przyzywającym Boga w sytuacjach, które człowieka całkowicie przerastają. Podobny okrzyk znajdujemy w samym centrum opisu śmierci Jezusa na krzyżu. Jak go rozumieć?
To może się dokonać także w mojej duchowej drodze. Jeśli sięgam po modlitwę nie dopiero wtedy, gdy piętrzą się życiowe trudności, ale jeśli stanowi ona stały element mojej codzienności, wtedy mogę liczyć na to, że taka wierna modlitwa przeniesie mnie ponad przepaściami, jakie mogą pojawić się na mojej życiowej drodze. Ks. Marian Machinek MSF
Porażka, która jest sukcesem Pokusą naszych czasów jest sukces – szybki i za wszelką cenę. Korzystny i widowiskowy, który sam dobrze się zareklamuje, który jest widoczny, może nawet bawiący człowieka. Sukces bez zbędnej refleksji nad tym, co wniesie w życie pojedynczego człowieka i całej społeczności. Taka sama miara jest przykładana do misji Kościoła. Często słyszymy głosy o przegranej Kościoła, którego nauczanie jest częstym „nie” wobec logiki świata, i o porażkach jego wysiłków ewangelizacyjnych. Pomyślmy o wydarzeniach, które relacjonuje Ewangelista Mateusz. Oto przychodzi Mesjasz, Odkupiciel człowieka. Według logiki świata wiele jest przegranych w życiu Jezusa: zdradzony przez ucznia, opuszczony przez Apostołów, wyśmiany publicznie na dworze Heroda, przegrywający licytację z mordercą Barabaszem, razem z łotrami przybity do krzyża, a po śmierci złożony w wynajętym grobowcu Józefa z Arymatei... Nawet Jego zmartwychwstanie jest okazją do głoszenia fałszywych plotek o wykradzeniu Jego ciała przez uczniów. Podobnie Kościół, wierny Krzyżowi i Ewangelii, może w oczach świata uchodzić za przegranego. Zwłaszcza jeśli miarę sukcesu ma wyznaczać statystyka, badania socjologiczne, popularność i spektakularny tryumf. Misją Kościoła nie jest doraźny sukces, bycie popularnym, lecz niesienie zbawienia i prawdziwego wyzwolenia. Nie jest misją Kościoła karmić człowieka złudzeniami i bliżej nieokreślonymi namiastkami szczęścia. Misją Kościoła jest misja Chrystusa: „Ja się na to narodziłem, aby dać świadectwo Prawdzie, bo tylko Prawda was wyzwoli”. Nie chodzi więc Kościołowi o spektakularne zwycięstwa, ale o zbawienie człowieka! Każdego, kto chce Kościół i jego misję oceniać powierzchownymi kategoriami „sukces” – „porażka” czy też „triumfujący” – „pokonany”, czeka rozczarowanie. To dotyczy zarówno nas, ludzi Kościoła, jak i tych, którzy postrzegają go „z zewnątrz”. Ileż razy głos Kościoła poddany był surowej krytyce. Ileż razy musiał on doświadczyć odrzucenia, porażki w oczach świata i przejścia przez tajemnicę cierpienia i braku „sukcesów”! Czas jednak pokazuje, że ziemia często jest miejscem porażek człowieka, które w pierwszym odruchu świat z entuzjazmem ocenia jako sukces. Człowiek, od kiedy uległ podszeptom szatana, nie potrafi, a może nie chce, rozeznać obiektywnego dobra i zła! Ma oczy przesłonięte bielmem grzechu pierworodnego i niejako na uwięzi. Człowiek, który mówi „nie” orędziu Ewangelii, traci więcej czasu na naprawianie pomyłek niż na właściwy rozwój i postęp ludzkiego ducha! Orędzie Ewangelii i Kościoła jest to samo od dwóch tysięcy lat. To samo, a jednak zawsze aktualne, zawsze nowe, zawsze twórcze, inspirujące, niosące pokój, harmonię, ład i szczęście. Jako jedyne, i w jakimś sensie ostatnie, pozostaje słowo tak bardzo zakorzenione w Ewangelii: Nie bójcie się przyjąć Chrystusa z orędziem Krzyża i Zmartwychwstania! Ostateczny sukces odnoszą ci, którzy zaufali Panu. Roman Kempny MYŚL TYGODNIA
|