SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


19 maja 2019 – V Niedziela Wielkanocna





Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali. […] Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.




Oto czynię wszystko nowe, mówi Siedzący na tronie. Ale świat, w którym żyjemy, wydaje się przerażająco stary. Stare zawiści, nieprzebaczone urazy, zacięte twarze, chytre spojrzenia. Dlatego wciąż trzeba przypominać sobie przykazanie nowe. Włączać się w nowy bieg historii, który rozpoczyna zmartwychwstanie Jezusa, a Duch Święty dopełnia wszelkim uświęceniem (por. IV Modlitwa eucharystyczna). Dlatego prosimy dziś o rozpoznanie prawdziwej wolności.


Po tym wszyscy poznają...

Coraz częściej się zdarza, że krzyż czy medalik na szyi nie jest już znakiem wiary człowieka, ale staje się ozdobą jak wiele innych. Zamiast być znakiem rozpoznawczym i drogowskazem życia, staje się jedynie dodatkiem do takiej lub innej kreacji.

Chodząc ulicami naszych miast i wiosek, spotykamy wielu młodych ludzi, którzy swym strojem lub fryzurą podkreślają, z kim sympatyzują, jakim trendom sprzyjają, czy jakiej słuchają muzyki. Dla wielu z nich strój będzie z pewnością przejściową modą. która z czasem zamieni się w inną. Są jednak i ci, dla których nie jest to tylko znak trendów czy muzycznych sympatii, lecz zewnętrzny wyraz ideologii, która niekiedy może prowadzić nawet do przestępstwa.

Dzisiejsza Ewangelia nie ma nic wspólnego ze znakami noszonymi na szyi czy wpiętymi w klapę garnituru. Słyszymy w niej wezwanie, by człowiek sam stał się znakiem dla innych. Kim jest, co myśli i do Kogo należy, ludzie mają rozpoznać z jego postawy. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” – powie Pan Jezus do swoich uczniów.

Krzyżyk na szyi, przypięty do ubrania znak stowarzyszenia lub ruchu kościelnego czy wreszcie ryba lub inne symbole przyklejane na szybie samochodu, są z pewnością konkretnym znakiem, który stanowi jakieś świadectwo wiary. Żeby jednak to - jak je nazwałem – „jakieś świadectwo” stało się „konkretnym świadectwem”, potrzeba głębokiego zaangażowania całego człowieka. Nie wystarczą dobre chęci i piękne stówa. Potrzeba wzrastania, które możliwe jest tylko w codziennym spotkaniu z Chrystusem na modlitwie, w odkrywaniu Go poprzez Eucharystię i słuchanie Słowa Bożego oraz w przyjęciu daru przebaczenia i oczyszczenia z grzechów. Tylko takie otwarcie się na Jezusa daje możliwość prawdziwego otwarcia się na drugiego człowieka i wejścia na drogę tej miłości, która jest prawdziwym znakiem Jego uczniów.

Jeżeli świat, w którym żyjemy, jest światem obrazów i właśnie obraz najbardziej przemawia do człowieka, zwłaszcza młodego, to wezwanie dzisiejszej Ewangelii jest zaproszeniem, by stać się Bożym znakiem, który z łatwością odczyta i zrozumie każdy człowiek.

Ks. Dariusz Madejczyk


Nowy człowiek

I otrze Bóg z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: „Oto czynię wszystko nowe”.

Proroctwo, zapowiedź czegoś, co Jan w widzeniu już oglądał: I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły. Takie jest odwieczne oczekiwanie ludzi wszystkich czasów. I cały wysiłek wszystkich pokoleń zmierza w tym kierunku: zbudować świat lepszy, bezpieczniejszy, piękniejszy. Życie uczynić łatwiejszym, choroby opanować, starość złagodzić, śmierć uczynić bezbolesną. Trzeba przyznać, że ludzie zbiorowym trudem dokonali wiele. Przestaliśmy się bać cholery i piorunów, potrafimy przewidzieć burze i huragany, przestrzeń nie dzieli. Sięgamy po coraz więcej w różnych dziedzinach życia. Właściwie wszystko wydaje się możliwe. Może prawie wszystko.

Człowiek osiągnął wiele. Równocześnie wiele stracił. Każdy sukces cywilizacyjny przyniósł nowe zagrożenia. Dla przykładu: leki zmniejszają naturalną odporność. Samochody zatruwając środowisko, niszczą też warstwę ozonową. Nowoczesne techniki stają się środkami uśmiercania. Telefony są przysłowiową smyczą wiążącą człowieka. A wszystko narzuca takie tempo życia i takie zagęszczenie ludzi na małych przestrzeniach, że wzajemna agresja narasta do niespotykanych dotychczas rozmiarów. I nie wiadomo, czy cierpienia fizycznego jest mniej, czy więcej niż kiedyś. Równocześnie nasilają się kontrasty społeczne: zamożności, wykształcenia, dostępu do lecznictwa, do dóbr kultury. To zaś powoduje wewnętrzne, psychiczne cierpienia. Nasila się społeczna izolacja. W efekcie wielu ludzi dramatycznie przeżywa samotność wśród tłumu. Właściwie wszystko wydaje się możliwe – każdy znany i każdy nowy rodzaj cierpienia także.

Czy zatem fałszywe i zwodnicze jest proroctwo o nowej ziemi i nowym niebie, gdzie bólu i łez, i płaczu nie będzie? Nie, Bóg nas nie zwodzi. Ale obiecując – nakazuje. Niebo nowe i ziemia nowa – a równocześnie przykazanie nowe! Odczytaliśmy je dziś jeszcze raz z kart Ewangelii: Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nie może być mowy o niebie nowym i ziemi nowej, jeśli zasady naszego życia pozostaną stare: „oko za oko, ząb za ząb” lub „bliźniego będziesz miłował, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził”. Więcej mamy takich niechlubnych zasad, których z Ewangelią pogodzić nie można. A najgorsza ta, która własny interes stawia jako zasadę naczelną, bez oglądania się na oceny moralne. Póki nie zaczniemy jako ludzkość, jako społeczeństwo, jako sąsiedzi, jako rodziny, jako osoby starać się postępować wedle przykazania nowego, póty nie zaznamy spokoju, a wszelkie cywilizacyjne udogodnienia będą się obracały przeciwko nam.

A ostateczny rozrachunek? Ten w wieczności? Odpowiedź wydaje się naturalna: jeśli ktoś nie stara się żyć w zgodzie z przykazaniem nowym teraz, na ziemi, czy będzie potrafił przyjąć od Boga dar nieba nowego i ziemi nowej? Warto, nie oglądając się na nic, Ewangelię Jezusa uczynić i osobistym, i społecznym kodeksem życia. Warto – na dziś i na całą wieczność. Dla chrześcijanina jest to bezwzględna powinność.

Ks. Tomasz Horak


Kochać za nic

Trwamy w okresie wielkanocnym i każdego dnia śledzimy, jak po zmartwychwstaniu Chrystusa rozwija się wspólnota pierwszych uczniów, czyli tych, którzy uwierzyli, że Pan rzeczywiście żyje. Cechą wspólną wyznawców Jezusa jest szczególna miłość. Miłość, która dla współczesnych im ludzi jest czymś wyjątkowym, przez co mówią do siebie: „zobaczcie jak oni się miłują”. Miłość staje się znakiem rozpoznawczym, wizytówką chrześcijan.

Jezus zostawia nam dzisiaj na nowo swoje przykazanie miłości, ale nie jest to tylko czysty nakaz, lecz zaproszenie „miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem”. W ten sposób wskazuje On, że nasza miłość rodzi się ze spotkania z Jego miłością. Bardzo często możemy doświadczyć tego, że sami z siebie nie jesteśmy w stanie kochać. Dopiero doświadczenie bezinteresownej miłości Boga do nas, miłości, która jest niezasłużona, może dać nam siłę do kochania innych. Boża miłość nie jest reakcją na nasze dobre postępowanie. On nas kocha, dlatego że nas kocha. Za to nasza ludzka miłość często bywa odpowiedzią na życzliwość innych; kocham, bo ktoś jest dla mnie miły. Dlatego właśnie przykazanie Jezusa jest nowe – zaprasza, by kochać tak jak Bóg, czyli kochać za nic.

Św. Jan, w tekście Apokalipsy, pisze do nas o zamieszkiwaniu Boga z ludźmi, o „przybytku” Boga z nami, będącym przejawem Jego bliskości. Tym „przybytkiem” jest każda Eucharystia, podczas której możemy usłyszeć na nowo wyznanie Jezusa zawarte w dzisiejszej Ewangelii: „Ja was umiłowałem”. 

Ks. Adam Raczkowski


MYŚL  TYGODNIA

Gdy nie przyjmuje się człowieka, całe życie religijne staje się iluzją.