SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


1 lutego 2026 – IV Niedziela Zwykła








Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was
i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was.
Cieszcie się i radujcie,
albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.






Chrześcijanin to człowiek błogosławieństw

Wczytując się w początek kazania na górze, trzeba nam dostrzec, zobaczyć Jezusa, który jest jak nowy Mojżesz. Ewangelia Mateusza, kierowana głównie do Żydów, zwana jest również Pięcioksięgiem, bo mamy pięć wielkich mów Jezusa. Zaczynamy słuchać tej pierwszej.

Jezus głosi nowe prawo, głosi błogosławieństwa. Maluje w ten sposób niezwykły obraz samego siebie, bo On jest tym, który w sposób doskonały realizuje to słowo. On, który jest całkowicie u Ojca, który jest cichego i pokornego serca, którego to serce jest czyste, którego serce jest miłosierne. Serce to jest w stanie znieść prześladowania. Właśnie to serce ukazuje nam wielką miłość Boga do człowieka.

Warto popatrzeć na te błogosławieństwa i poszukać słowa dla siebie: którego błogosławieństwa na dzisiaj najbardziej potrzebuję?

I przy tym wszystkim trzeba nam sobie zadać pytanie: czego na moich ustach i w moim sercu jest więcej – błogosławieństwa czy tego drugiego? A to drugie to przekleństwo, a przekleństwo to przekreślanie swojego życia.

Błogosławieństwa dotykają spraw ludzkich, dotykają naszej codzienności. Słowo pragnie nas prowadzić. Dajmy się Jemu prowadzić, dajmy się prowadzić Jezusowi, Dobremu Pasterzowi.

Ks. Wenancjusz Zmuda


Komentarz do pierwszego czytania

„Szukajcie Pana” to wezwanie Proroka Sofoniasza, które odnosi się do czasu teraźniejszego. Prorok nie mówi: „kiedyś będzie dobry moment” albo „jak będziecie mieli więcej czasu”, „kiedy już uporządkujecie sobie swoje życie”. Jego wezwanie odnosi się do dzisiejszego „tu i teraz”, nawet jeśli wszystko wokół wydaje się trudne i nieuporządkowane. „Szukajcie Pana” to wezwanie do obrania życiowego kursu, ustawionego na Boga. Przypominają się słowa jednego ze świętych: „jeżeli Bóg na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na swoim miejscu”. Bóg porządkuje ludzkie życie. „Szukajcie Pana” tu i teraz.

Na czym konkretnie miałoby polegać szukanie Pana? Prorok rozwija to wezwanie, mówiąc: „szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory”. Definicja sprawiedliwości mówi, że jest to oddawanie każdemu tego, co mu się słusznie należy. A zatem sprawiedliwość to uczciwość w małych codziennych sprawach. A pokora to nie poniżanie siebie, ale szczere uznanie: sam z siebie nie dam rady, potrzebuję Ciebie, Panie. Szukam Pana wówczas, kiedy pozwalam, aby to On wkraczał coraz bardziej w moje życie.

Dziś nie musisz być silniejszy, mądrzejszy. Nie musisz być bardziej uduchowiony niż wczoraj. Wystarczy, że będziesz szczery wobec siebie i wobec Boga. Szukaj Pana z takim sercem, jakie masz tu i teraz, dzisiaj.

 

Komentarz do drugiego czytania

Święty Paweł nie mówi: „Patrzcie, ilu wśród was jest mądrych, wpływowych i szlachetnie urodzonych”. Mówi dokładnie odwrotnie: „Niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych”. Bóg nieprzypadkowo wybiera takich właśnie ludzi. To jest Jego strategia „tak, by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga”. Historia zbawienia ułożona zostaje według bardzo klarownego schematu: To nie ja. To On.

 

Komentarz do Ewangelii

Jezus rozpoczyna swoją pierwszą wielką mowę w Ewangelii św. Mateusza, zwaną kazaniem na górze. Tak jak kiedyś Mojżesz na Synaju ogłaszał Dekalog, tak teraz Jezus na Górze Błogosławieństw proklamuje uroczyście nowe prawo Ewangelii. Odwraca ono ludzką logikę sukcesu. Jezus nie mówi: błogosławieni silni, bogaci, wpływowi. Mówi dokładnie odwrotnie: błogosławieni – czyli dosłownie „szczęśliwi” ci, których świat często uznaje za słabych i przegranych.

Jezusowe błogosławieństwa można podzielić na dwie grupy. Pierwsze cztery: ubodzy, płaczący, cisi i łaknący sprawiedliwości odnoszą się do postawy wewnętrznej. Kolejne cztery: miłosierni, czystego serca, czyniący pokój i prześladowani bardziej podkreślają relację do innych ludzi i do świata. Wszystkie tworzą pełny portret człowieka, należącego do Jezusowego Królestwa.

Błogosławieństwa nie są wezwaniem do szukania cierpienia. Jezus nie mówi: starajcie się być biedni czy prześladowani. Zapewnia jednak: gdy znajdujesz się w takiej sytuacji, nie jesteś poza zasięgiem Bożego działania. W Bożych oczach najbardziej błogosławiona może być właśnie ta nasza słaba, poraniona, pogardzana przez świat ludzka kondycja.


Błogosławieni...

Każda zmiana władzy budzi nadzieję, że będzie lepiej. Toteż ludzie z uwagą słuchają pierwszego przemówienia nowego przywódcy. I myślą: jaką ma on wizję reformy? Czy jest silny? Czy jest uczciwy? Czy nie tak było, gdy pierwszy raz przemawiał Chruszczow, Gomułka, Gierek, Wałęsa, Gorbaczow? Wczujmy się zatem w sytuację słuchaczy Jezusa, uciskanych przez Rzymian podatkami, przytłoczonych obecnością obcych żołnierzy. Jakaż musiała być ich nadzieja mesjańska, przygotowana przez Jana Chrzciciela, skoro tak licznie gromadziły się przy Jezusie tłumy. Jaka cisza musiała być przed każdym wystąpieniem Jezusa. Przyłączmy się do Jego słuchaczy.

„Błogosławieni ubodzy w duchu...”

Może Jezus zaczął tak: Powiedzcie mi: kto jest na ziemi szczęśliwy? Słuchacze okazywali zainteresowanie. Zaczyna mówić konkretnie – myśleli. Toteż się włączali: No, szczęśliwy to ten, kto jest bogaty, kto ma pieniądze, ma znajomości, prowadzi dobre interesy.

I co na to Jezus? Jezus nie zaprzeczył. Stwierdził, że pieniądz potrzebny jest do życia. Bez pieniądza nie można żyć. Ale uwaga: pieniądz wciąga człowieka, zacieśnia patrzenie tylko do materii. Pieniądz daje poczucie samowystarczalności i niezależności od Boga. Ponadto pieniądzem można szantażować, uzależniać, a nawet – upodlić. Dlatego ostrożnie z pieniądzem – mówił Jezus. I padło to Jego paradoksalne stwierdzenie: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni miłosierni... czyli dzielący się chlebem, sercem, przebaczeniem. Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu.

Zebrane tłumy były zasłuchane, no bo przeważnie byli to biedacy, więc łatwo im było zgadzać się z Jezusem.

„Błogosławieni czystego serca...”

Kto jeszcze jest szczęśliwy? – pytał dalej nowy Prorok. Ludzie coraz bardziej ośmielali się odpowiadać. Szczęśliwy jest ten, kto się dobrze ożeni, kto znajdzie szczęście w miłości. A my byśmy może podpowiedzieli: Nie ten szczęśliwy, kto w pałacach mieszka. Nie ten szczęśliwy, kto bogaty jest. Lecz ten, kto kocha kogoś i kochany jest.

I co Jezus na to? Zapewne powiedział: to prawda. Do tego wszyscy ludzie dążą i w tym znajdują szczęście. Tylko czy zupełne? Ile jest egoizmu w miłości i myślenia tylko o sobie. Ile jest nieładu? Ile jest nierządu i gwałtu. Dlatego Bóg jest przyjacielem uporządkowanej miłości, a wrogiem eksploatacji miłości. Bóg jest przyjacielem czystej i odpowiedzialnej miłości. Bóg jest szczególnym przyjacielem tych, którzy oddadzą Mu swoje niepodzielne serce. Bóg jest szczególnym przyjacielem dzieci. Szczęśliwi czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Tłumy nie odchodzą. Słuchają. Czekają na dalsze słowa.

„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”.

Kto jeszcze jest szczęśliwy? – pytał Jezus dalej.

No... ludzie na stanowiskach i urzędach. Ludzie mocni, z tupetem – odpowiadali zapewne niektórzy i widać było, że dialog nie bardzo się kleił, gdyż szpiedzy Heroda musieli czujnie nadstawiać ucha. A kto chciałby narazić się narzuconej władzy? Stąd – ta cisza, stąd – to napięcie: co teraz im powie?

Jezus wołał: Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem będą nasyceni. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni niewinnie prześladowani.

„Błogosławieni miłosierni...” Czyż nie ma ten Mówca racji? – myśleli jedni. Zagniewanego człowieka można rozbroić łagodnością, dobrą wolą i przebaczeniem. Ludzi zdobywa się dobrocią, a nie krzykiem – kontynuowali inni. Ale inni mieli zacięte miny. Łatwo odczytać było ich uczucia: liczy się człowiek mocny, a nauka usypia patriotów, rewolucjonistów.

Błogosławieństwa... Inna miara, inna mądrość, inne wartościowanie. U Jezusa wygrywa ten, kto traci, a kto traci, ten wygrywa. Bóg jednak wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców – powie później św. Paweł.

Szczęśliwy ten, kto umie się dzielić, kto umie przebaczyć, kto ma czyste serce. Szczęście – to nie tyle mieć, ile być. Być z Bogiem i być z drugim człowiekiem. Tym się różnimy od innych religii.

Oto nowy program Jezusa. Program także dla mnie. Amen.

Zdzisław Wietrzak SJ


Na czym polega szczęście?

Dzisiejsza Ewangelia przynosi nam esencję nauczania Jezusa – Jego osiem błogosławieństw. Otwierają one bodaj najważniejszy zbiór słów Jezusa, jakim jest zapisane w Ewangelii Mateuszowej Kazanie na Górze. Wielokrotnie powtórzone przez Jezusa słowo makarioi oznacza szczęśliwych, ale w polskich tłumaczeniach zastosowano formę „błogosławieni”. Zapewne dlatego, że słowo „szczęście” podzieliło los słowa „miłość”. Określa się tymi słowami wiele postaw i doznań, które z Bożą receptą na miłość i szczęście nie mają nic wspólnego. Jak jednak rozumieć te doprawdy paradoksalne słowa Jezusa? Nazywa On szczęśliwymi ludzi doświadczających ubóstwa, smutku, marginalizacji, niesprawiedliwości i cierpiących ze względu na swoje umiłowania tego, co prawe i dobre. Wszystko to są sytuacje, które powszechnie uważane bywają za przeciwieństwo szczęścia.

Kiedy przypatrzymy się bliżej postawom ludzi, których Jezus nazywa błogosławionymi, dostrzeżemy, że dotyczą one najważniejszych pragnień, głodów i dążeń, które potrafią zawładnąć człowiekiem: pragnienia dostatku i komfortu, znaczenia i honorów, doznawania przyjemności i satysfakcji, dominacji i bycia lepszym. Jeżeli zaczynają one rządzić w życiu, oferują najpierw iluzję ostrej jazdy w górę, na wyżyny życia i zdają się zapewniać poczucie sytości. Ale okazuje się ona jedynie chwilowa. I dlatego człowiek szybko zaczyna sądzić, że musi podwoić wysiłki i rzucić na szalę wszystko, czym dysponuje, by jednak osiągnąć szczęście. Wpada w spiralę, która go dogłębnie unieszczęśliwia, bo nie znalazł właściwej miary, bo wymienił to, co najcenniejsze na bardzo tandetny towar. Szczęście staje się dalekim i niedościgłym mamidłem, majaczącym na horyzoncie życia.

W ósmym błogosławieństwie Jezus podsumowuje całość poprzednich: naprawdę szczęśliwy jest ten, kto potrafi okiełznać wszystkie swoje głody; kto potrafi cieszyć się życiem z umiarem i życzliwością wobec drugich, a przede wszystkim ten, kto nie schodzi z Bożej drogi nawet wtedy, gdy ceną za to jest cierpienie związane z traceniem czegoś, co dla innych jest okazją nie do odparcia. Błogosławieni są ci, którzy rozpoznają w porę takie złudzenia i dlatego im nie ulegają.

Ks. Marian Machinek MSF

 

Szukanie Boga

„Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie jego nakazy”. Bóg jest blisko nas. Można powiedzieć, że od Wcielenia jest też pośrodku nas. Wśród nas. Jest jednym z nas. Ale ta bliskość nie zaprzecza i nie odrzuca kierunku prowadzącego od nas do Boga. My musimy podjąć wysiłek poszukiwania Boga, choć wiemy, że on sam jest blisko. Wiemy i nie wiemy zarazem. „Łaska buduje na naturze”. W konkretnym przypadku szukania Boga znaczy to, że muszę dostrzegać Jego ślady, obecność, bo ona bardzo wyraźnie do mnie przemawia. Bóg chce, abyśmy Go znajdywali, a to zakłada poszukiwanie. Jest to proces raczej ciągły, ale też wiemy, że przez nasz grzech, głupotę, sami się gdzieś gubimy i tracimy więź z Bogiem, tracimy Jego samego. Przechowujemy wiarę w „glinianych naczyniach” i potrzebna nam jest łaska, abyśmy mogli wrócić, gdy sami porozbijamy te naczynia. W codziennym życiu często szukamy Boga, ale Jego wielkość polega na tym, że On sam nas znajduje i do siebie prowadzi.

„Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu”. Słowa świętego Pawła oddają całą prawdę o Bożej opiece i Bożym wybraństwie: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców...”. Dramatem człowieka jest to, że często nie wie, jakie jest jego miejsce i co ma w życiu robić. Nieumiejętność rozpoznania swojego powołania doprowadza wielu do utraty nadziei, a czasami i wiary. Ilekroć rozpoznaję, czego Bóg ode mnie oczekuje, jestem szczęśliwy i potrafię tym szczęściem dzielić się z innymi. Bóg „upodobał sobie w tym, co niemocne”. Inna jest optyka Boża, często odwrotna niż nasza. Ale gdy patrzymy na świat, na człowieka i na siebie, używając tej Bożej optyki, wtedy odczytujemy nasze powołanie.

„Błogosławieni...” Święty Tomasz z Akwinu w XIII wieku opracował komentarz do Ewangelii, wybierając wypowiedzi Ojców Kościoła. Zobaczmy, co mówią o Błogosławieństwach: „Tam bowiem zaczyna się błogosławieństwo Boże, gdzie po ludzku sądząc spotykają nas utrapienia” – św. Ambroży. „Błogosławiony ten, kto płacze nad swoimi grzechami. Ale bardziej jeszcze błogosławiony, kto opłakuje grzechy innych. Takimi powinni być wszyscy, którzy nauczają” – św. Jan Złotousty. „Cichymi są ci, którzy ustępują wobec gwałtów i nie sprzeciwiają się złu, lecz zło dobrem zwyciężają” – św. Augustyn. „Głupcy chcieliby zobaczyć Boga zewnętrznymi oczyma, podczas gdy można Go oglądać tylko sercem. Napisano bowiem: Szukajcie Boga w prostocie serca” – św. Augustyn. „Obdarzani są tu błogosławieństwem ci, którzy czynią pokój; najpierw w swoim sercu, następnie wśród skłóconych braci. Cóż bowiem z tego, że łagodzisz innych, jeśli w duszy twojej toczą się wojny między wadami” – św. Hieronim. A świętego Tomasza wspominaliśmy 28 stycznia, więc warto coś z jego nauki przypomnieć.

Tomasz Horak

 

Stromą ścieżką błogosławieństw

Trudno byłoby znaleźć tekst bardziej „niedzisiejszy” i bardziej odległy od tego, co lansuje współczesna kultura, media, reklamy i co dyktują nam nasze ludzkie odczucia

Beztroski śmiech, dobre kosmetyki, szybkie samochody, karta kredytowa, moda, nieskazitelna uroda, młodość i zdrowie bardziej trafiają nam do przekonania niż słowa błogosławieństw. W mediach, w manifestach partyjnych, w codziennym życiu, duch błogosławieństw jest w zasadzie nieobecny. Bądźmy szczerzy: w naszych rozmowach mało kto miałby odwagę powołać się czy przytoczyć Chrystusowe słowa błogosławieństw jako swoje własne. Nawet księża wolą ograniczyć ich stosowanie jedynie do kazań i katechezy, natomiast w prywatnych wypowiedziach i rozmowach przy stole, unikają sformułowań i zasad z Kazania na górze.

Czyżbyśmy zatem nie byli przekonani do słów Chrystusa? Czyżbyśmy tak dalece ulegli wpływom i zasadom tego świata, że nawet samo powoływanie się czy przyznawanie do nauki Chrystusa budzi w nas obawę przed śmiesznością? A może po prostu nie rozumiemy, co te słowa oznaczają, co z nich wynika i jak je wyrazić współczesnym językiem? Może uznajemy je jedynie za pobożne hasła: równie piękne i romantyczne, co nierealistyczne? Może należałoby przełożyć je na język konkretu, praktycznych zasad i wskazówek, do stosowania w różnych sytuacjach życia? Wtedy okazałoby się, jak wielka mądrość się w nich kryje i jak trafne są to drogowskazy.

To prawda, że droga błogosławieństw jest bardzo wąska i wiedzie stromo pod górę. Ale jest to droga ku wolności, droga, która daje pełne poczucie bezpieczeństwa, że na niej nie zginiemy, nie zmarnujemy życia, nie zbłądzimy w ślepy zaułek złudzeń. Drogowskazy są bowiem wyraźne i jednoznaczne: duch ubóstwa, pokora, sprawiedliwość, poświęcenie, czystość, służba, pokój, przebaczenie, to wartości, które na dłuższą metę przynoszą same dobre owoce.

Błogosławieństwa to najgłębszy wyraz i ideał prawdy o człowieku i ludzkim życiu: bez upiększeń, bez złudzeń i kłamliwych obietnic. Chrystus pokazuje nam, jacy naprawdę jesteśmy, a raczej jacy powinniśmy być, by nasze życie rozgrywało się w prawdzie. Prawda ma wielką moc i siłę przyciągania. W chwilach kryzysów i katastrof życiowych, gdy nagle wszystko zawodzi i traci znaczenie, wtedy pozostaje tylko to, co ma wartość nieprzemijającą, co jest absolutnie prawdziwe. A słowa błogosławieństw to najczystsza prawda i nie ma przeciw niej żadnych argumentów. Obyśmy umieli w to uwierzyć i odważnie dawać o tym świadectwo swoim życiem.


MYŚL  TYGODNIA


Przy Ośmiu Błogosławieństwach towarzyszy nam zawsze jakieś zdziwienie i zachwyt. Bierze się on z naturalnej tęsknoty człowieka za ideałami. Osiem Błogosławieństw ma w sobie tego ducha, który łamie schematy zwykłego, pragmatycznego myślenia i wznosi nas ponad przeciętność.