SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


17 lutego 2019 – VI niedziela zwykła







Błogosławieni jesteście, ubodzy … którzy teraz głodujecie … którzy teraz płaczecie … gdy ludzie was znienawidzą […] z powodu Syna Człowieczego …





Abyśmy doszli do paschy wieczystej. Doszli, bo jesteśmy w drodze. Zmiana jest zapisana w naszej ludzkiej naturze. Składając dziś Ofiarę eucharystyczną, uroczyście rozpoczynamy zbawienny dla nas okres Wielkiego Postu. Czas pokuty to znaczy uczenia się, jakich wyborów dokonywać w życiu. Co przyjąć, a co odrzucić, aby postępować w rozumieniu tajemnicy Chrystusa. On sam, w czasie kuszenia na pustyni, w swoich wyborach karmił się Bożym słowem. Możemy wierzyć, że w czasie tego Wielkiego Postu Jego słowo będzie blisko nas, aby nas prowadzić.


Błogosławieni jesteście...

Przysłowie mówi wprawdzie, że pieniądze szczęścia nie dają, jednak samo szczęście kojarzy się nam zawsze z posiadaniem czegoś. Gdy myślimy o szczęściu, zakładamy, że człowiek szczęśliwy „coś ma", czy to w znaczeniu materialnym, czy jeszcze bardziej w sensie duchowym.

Cała paleta programów telewizyjnych, radiowych czy gazetowych konkursów chce nas przekonać, że włączenie się do wspólnej zabawy może zmienić nasze życie, odmienić nasz los, dać nam coś, na co sami nie moglibyśmy sobie pozwolić. Za wszystkimi hasłami, które towarzyszą przeróżnym quizom, konkursom czy, jak się zwykło ostatnio mówić, zmaganiom konkurentów, pobrzmiewa jedno: „będziesz miał więcej, będzie ci lepiej, będziesz szczęśliwszy...".

Ewangelia błogosławieństw, która wpisuje się w liturgię kolejnej niedzieli, zupełnie zmienia obraz szczęścia. Można powiedzieć, że odwraca o sto osiemdziesiąt stopni nasze myślenie o szczęściu. Tutaj błogosławieni (szczęśliwi) są ubodzy, głodni, płaczący, pogardzani i znienawidzeni z powodu wiary w Chrystusa. A więc ci, którym w sensie duchowym lub materialnym czegoś brakuje; ci, którzy „czegoś nie mają".

Skąd bierze się szczęście wszystkich, którym czegoś w życiu brakuje? Jest to szczęście, które rodzi się z głębokiej nadziei. Ich szczęściem jest sam Bóg, nadzieja nagrody w niebie. Żyjąc w świecie, w którym preferuje się szybki zysk, inwestycje, które mają przynosić natychmiastowe efekty, chyba coraz trudniej przychodzi nam wyobrazić sobie, co znaczy szczęście w niebie. Szczęście dalekie, którego nie da się sprawdzić ani w żadnym arkuszu kalkulacyjnym, ani za pomocą komputerowej symulacji...

Trzeba jednak pamiętać, że nie da się w pełni i głęboko przeżywać wiary w codziennym życiu, pośród najrozmaitszych spraw, które pochłaniają nas każdego dnia, jeśli kalkulacji, symulacji i wszelkich innych przewidywań nie zamieni się na szczere i proste zawierzenie. Błogosławieństwo płynące z nadziei.

Nie wolno nam oczywiście rezygnować z własnej pracy, osobistego wysiłku i zaangażowania, a czasami nawet chłodnych kalkulacji, ale trzeba zostawić także trochę miejsca dla Pana Boga. Licząc na własne siły i zdolności, trzeba liczyć także na Niego.

Ks. Dariusz Madejczyk


Dwa spojrzenia na życie

To samo ludzkie życie, oglądane oczami człowieka młodego, zdrowego, silnego, wygląda zupełnie inaczej, gdy patrzą na nie oczy człowieka chorego, słabego, biednego czy starego. Dla pierwszego życie jest piękne, wielkie, radosne, łatwe, wartościowe. Dla drugiego szare, małe, smutne, trudne. Dzisiejsza Ewangelia mówi o tych dwu spojrzeniach. „Błogosławieni, którzy patrzą na życie przez łzy". „Biada wam, którzy się śmiejecie". I tu stajemy zdumieni. Przecież my na co dzień chcemy oglądać i przeżywać życie właśnie oczami pełnymi uśmiechu i tylko takie, szczęśliwe życie zasługuje według nas na uwagę. Ciągle tęsknimy za zatrzymaniem radości, zdrowia, sił - to nasz ideał życia.

Jezus jako dobroczyńca ludzkości mógł przynieść ludziom te wartości. Mógł dać długą młodość, stuletnie szczęście, usunąć cierpienie, dać wszystkim potrzebne siły. Tymczasem nie uczynił tego, jeno nazwał błogosławionymi tych, którzy płaczą, którzy na świat i życie spoglądają przez łzy. Co więcej, sam dobrowolnie spojrzał na życie doczesne przez łzy cierpienia i śmierci.

Uczynił tak dlatego, że tylko oczy pełne łez są w stanie odkryć prawdziwą wartość doczesności. Oczy wypełnione szczęściem ulegają złudzeniu i chcą za wszelką cenę zatrzymać „teraz", uczynić z doczesności wieczność, to zaś jest wielkim błędem. Przemijalność jest prawem tego świata i człowiek, który się na to zgodził, potrafi zająć właściwą postawę wobec doczesności. Łza w oku pomaga w odkryciu prawdy o świecie. Jeżeli chcemy znać wartość życia, to nie pytajmy o nią ludzi uganiających się za szczęściem, za przyjemnością, opływających w dobra doczesne, lecz pytajmy ludzi doświadczonych, którzy przynajmniej raz w życiu przymierali głodem, którzy znają gorycz, łzy bólu, cierpienia, rozstania, którzy byli prześladowani. Właściwe spojrzenie na życie nie polega na nakładaniu różowych okularów. Prawdziwy blask i wartość życia można dostrzec tylko przez pryzmat łzy. Ona ukazuje całą gamę barw doczesności i ona otwiera horyzont wieczności.

Ks. Edward Staniek


Czy bogacz może się zbawić?

W jednym z dzieł Klemensa z Aleksandrii można znaleźć tytuł: Quis dives salvetur – który człowiek bogaty może być zbawiony? Problem ubóstwa i bogactwa widziany w świetle wiary dotyczy każdego z nas.

W dzisiejszej Ewangelii Łukaszowej (6,17.20-26) Jezus wyprowadza uczniów na równinę, schodzi z góry, aby być bliżej człowieka, który nie dostrzega przychodzącego Boga - jego szczęście (Jr 17,6). Zstępuje z góry jak nowy Mojżesz, ogłaszając Nowe Prawo miłości. Sobór Watykański II nazwie je ,,opcją preferencyjną na rzecz ubogich”. Dociera nie tylko do wybranych Dwunastu, ale również do Żydów z Jerozolimy, Judei; ludu okolic Tyru i Sydonu. Ten, kto słucha Jezusa, jest Jego uczniem. Kto propaguje Jego naukę, jest apostołem. Pan Jezus objawia tu tajemnicę łaski i dobroci: misterium królestwa Bożego ofiarowanego człowiekowi. Ubodzy, głodujący, ci, którzy płaczą, mają już życie Boże i są szczęśliwi. Odkrywają szczęście nie w samym sobie – przez fakt, że są biedni i zapomniani, ale ponieważ dostrzegają, że Bóg wzbogaca ich przez Jezusa Chrystusa. Ubogi nie jest bogaty w swoim ubóstwie materialnym, ale staje się bogaty, gdyż przez jego u-bóstwo Pan Bóg ofiaruje mu swoje królestwo. Ubogi to niekoniecznie pozbawiony środków do życia, ale całkowicie zależny od Pana Boga. Ten wielki paradoks objawia Jezus Chrystus, Syn Boży i Syn Człowieczy.

Życie ludzkie ma swoją stronę ukrytą, która w żaden sposób nie może być dostrzeżona oczyma ziemskimi. Człowiek, mający nawet wiele ziemskich dóbr, musi je właściwie wykorzystywać, nie może z nich robić swojego bożka i musi być jeszcze bardziej otwarty na Boże wezwanie pomocy innym. Poprzez „biada” Pan Jezus przypomina także, że źle wykorzystane bogactwa ziemskie, ogarnięcie pychą i egoizmem mogą stać się przyczyną klęski. Każdy, kto medytuje nad tym fragmentem Ewangelii, dostrzeże, iż w świecie, w którym biedni cierpią głód, niedostatek, nędzę, każde bogactwo ziemskie zamknięte w sobie samym przemieni się w przekleństwo skierowane przeciwko swemu właścicielowi.

Jezus przychodzi również do współczesnego człowieka, do każdego z nas, który używając Jeremiaszowych słów „pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swej siły, a od Pana odwraca swe serce” (Jr 17,5). Oto postać Łukaszowego Jezusa – Dobroczyńcy i Lekarza. Oto obraz społeczności chrześcijańskiej w jej hierarchicznym zróżnicowaniu, z różnymi potrzebami i z Panem jako życiodajnym źródłem owych sił, które zaspokajają potrzeby wiernych.

Bliskość Jezusa Chrystusa, Tego, który przezwyciężył śmierć i zmartwychwstał (1 Kor 15, 12n), i Jego naśladowanie - tak podkreślane w tym roku kościelnym – to recepta na Jeremiaszowy „upał pustyni, ziemię suchą i bezludną”, synonimy grzechu, rozpaczy i beznadziei. Biblijne obrazy: wody, strumienia, świeżej zieleni, owoców są znakami pełnego życia. Znakami obecnego w sakramentach Chrystusa, nauczającego swój lud Słowem i karmiącego go swym ciałem.

Czy więc człowiek bogaty w dobra tego świata może być zbawiony, czy może odnaleźć prawdziwe szczęście i pokój? Może, jeśli będzie naśladował Boga – jak pisze w swoim kolejnym dziele ,,Kobierce” Klemens Aleksandryjski – który jest twórcą postawy radosnego dawania. Rozdając innym nasz czas, współczucie, wszechstronną pomoc, wreszcie miłość, naśladujemy samego Boga i stajemy się do Niego podobni. Nasze bogactwo może stać się „narzędziem zbawienia”, jeśli wprzęgniemy je w służbę miłości bliźniego. Uświadomienie sobie tego faktu rodzi radość. Błogosławioną pewność wielkiej nagrody odłożonej w niebie.

Ks. Roman Bogusław Sieroń

W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki, i różnych przyjemności. Ludzie szli tą drogą, tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegając, że już koniec. Ale na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść; jak szły, tak i wpadały. A była ich tak wielka liczba, że nie można było ich zliczyć.

I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli, [mieli] łzy w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród, przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia, i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach (Dz 153).

Niech naszym największym bogactwem będzie Jezus, a dobra doczesne niech służą nam do dziękowania Bogu i do czynienia miłosierdzia względem naszych bliźnich.

Błogosławieni ufający Panu i dzielący się chlebem z będącymi w potrzebie. Amen.


MYŚL  TYGODNIA

O błogosławieństwie i przekleństwie nie decyduje ubóstwo ani bogactwo, ale serce i postawa życiowa.