SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


22 marca 2026 – V Niedziela Wielkiego Postu








 

Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.
Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie.
Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.









Znak wskrzeszenia Łazarza staje się w pełni zrozumiały dopiero w dniu zmartwychwstania Chrystusa. Wtedy okazuje się, że tryumf nad śmiercią jest ostateczny. Teraz Jezus, stojąc przy grobie Łazarza, płacze, bo Jego przyjaciel wszedł w to najstraszniejsze doświadczenie ludzkości. Miłość każe jednak pójść dalej, dlatego Pan budzi go do życia raz jeszcze. „Udzielę wam ducha mego po to, byście ożyli”. Życie nie ma końca i tej właśnie nadziei próbujemy się dzisiaj uchwycić.


Komentarz do pierwszego czytania

Bardzo przejmujący jest ostatni moment liturgii pogrzebu, kiedy trumna z ciałem zmarłej osoby jest spuszczana do grobu, a następnie zamurowuje się, zamyka jej grób. Najczęściej towarzyszy tej chwili modlitwa, ale też przejmująca cisza i łzy. Bo po ludzku nie możemy już więcej nic zrobić.

Jednak dzisiejsze słowo proroka Ezechiela ogłasza nam na nowo, jaka jest perspektywa wiary i zapowiada: „Oto otwieram wasze groby”. Jezus Chrystus przez swoją śmierć pokonał śmierć naszą, nie tak, że już nie umieramy, ale tak, że śmierć i grób nie są już nigdy końcem. „Wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny” – to znaczy, że jako chrześcijanin nie mam przed sobą perspektywy nicości i rozkładu, ale ostatecznie – pełnię radości i szczęścia, przeżywane w uwielbionym i odnowionym człowieczeństwie.

Starotestamentalny Ezechiel, będący razem ze swoimi braćmi i siostrami na wygnaniu w Babilonii w VI wieku przed Chrystusem, chwilę przed dzisiejszym fragmentem widzi dolinę zeschłych kości – obraz całkowitej rozpaczy obumarłego duchowo narodu Izraela. Ale mocą Ducha Bożego dokonuje się cudowne, powszechne podniesienie do życia, wskrzeszenie, które zeschłe kości czyni znów ludźmi, i to ludźmi wypełnionymi duchem Boga.

Jako ochrzczeni zostaliśmy włączeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – jeśli pójdziemy Jego drogą, do końca naszego życia, zmartwychwstaniemy z Nim nie do potępienia, ale do życia w niebie. Po drugie, dziś na nowo ma w nas dokonać się zmartwychwstanie duchowe – porzućmy dolinę grzechu i przez szczerą spowiedź przygotujmy się do Świąt Paschalnych.

 

Komentarz do drugiego czytania

Kiedy wchodzimy do kościoła, czy to przed Mszą świętą, czy po prostu na chwilę osobistej modlitwy, jakoś automatycznie porusza nas świętość miejsca. Tu jest obecny Bóg. Chciałoby się nieraz zawołać, jak patriarcha Jakub: „Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba!”.

Święty Paweł przypomina nam dzisiaj, że to my jesteśmy świątynią Ducha Świętego. We chrzcie świętym – a to właśnie do odnowienia przyrzeczeń chrztu przygotowuje nas coraz mocniej Wielki Post – przestaliśmy być już jedynie dziećmi naszych rodziców, ale staliśmy się przez łaskę dziećmi Boga. Odtąd to my jesteśmy świątynią Boga, w której On przebywa, choć nadal potrzebujemy – będąc jeszcze na ziemi – widzialnych świąt, widzialnego kultu, który nam o tym przypomina.

W najgłębszej istocie każdego człowieka, nawet nieochrzczonego, jest już obecność Boża – gdyby Bóg nie podtrzymywał nas w istnieniu, po prostu by nas nie było. On jest jedynym, który istnieje zawsze i daje istnienie wszystkiemu. Ale od momentu chrztu świętego Bóg żyje w nas na nowy sposób: staliśmy się uczestnikami życia Trójcy Przenajświętszej – Ojca, Syna i Ducha Świętego, i odtąd możemy poznawać i kochać Boga, bo On sam nam to umożliwia. Możemy wzrastać w szczerej, serdecznej, przyjaznej relacji z Bogiem, bo On żyje w nas. To jest radość człowieka, który żyje w łasce uświęcającej, czyli w stanie, który jest stanem zdrowia dla duszy. Jeśli jednak przez grzech śmiertelny utracimy łaskę uświęcającą, trzeba tak szybko jak to możliwe z pokorą wracać do miłosiernego Boga, aby Duch Święty znów kierował naszymi myślami, czynami i słowami.

Jest jeszcze jedna obietnica, którą przypomina nam Apostoł Paweł – ten, kto otrzymał Ducha Świętego, nosi w sobie jednocześnie zasadę nowego życia i zmartwychwstania. Chrzest święty to nie tylko początek więzi z Bogiem i Kościołem tu na ziemi. Jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego: „Wierzymy mocno i mamy nadzieję, że jak Chrystus prawdziwie zmartwychwstał i żyje na zawsze, tak również sprawiedliwi po śmierci będą żyć na zawsze z Chrystusem Zmartwychwstałym i że On wskrzesi ich w dniu ostatecznym. Nasze zmartwychwstanie, podobnie jak zmartwychwstanie Chrystusa, będzie dziełem Trójcy Świętej (…)”.

 

Komentarz do Ewangelii

Dzisiejsza Ewangelia to kolejna z wielkich katechez chrzcielnych. Jezus objawia się jako Ten, który ma władzę także nad śmiercią. Wskrzeszenie Łazarza, które było przecież przywróceniem do ziemskiego życia, na jakiś ograniczony czas, jest zapowiedzią zmartwychwstania samego Jezusa ze śmierci do życia wiecznego, którego dokona On własną mocą.

Każdy z nas, ochrzczonych, jest włączony w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa – to znaczy, że nosimy w sobie zadatek, obietnicę, nadzieję życia wiecznego. Co więcej, ze stanu duchowej śmierci, a więc grzechu, może nas dźwigać ciągle na nowo tylko moc Jezusa.

Zadziwia nas w dzisiejszej Ewangelii postawa Jezusa wobec własnego przyjaciela, Łazarza, którego miłował: „Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał”. To krótkie zdanie, ale wypełnienie tego wersetu w naszym życiu nieraz dłuży się niemiłosiernie. To wszystkie momenty pozornej nieobecności Boga w naszym życiu, choć przecież On nigdy nas nie opuszcza. To wszystkie momenty, kiedy to, co przeżywamy, wydaje się nie mieć sensu, chylić ku upadkowi, ku coraz większej ciemności.

A jednak w niezgłębionej tajemnicy Bożej Opatrzności także te chwile nie wymykają się Bogu spod kontroli. Nie wiemy do końca, dlaczego tak jest. Ale w tych najtrudniejszych chwilach, zamiast popaść w rozpacz i zniechęcenie, możemy jakby całym sobą oddać się, powierzyć w ramiona Ojca. On wie, On zna czas. Mamy chodzić w świetle, a nie w nocy, czyli zawsze szukać obecności Jezusa, także wtedy, gdy zaprasza nas do zjednoczenia się z Jego krzyżem, śmiercią i grobem. Wielki Piątek i Wielka Sobota to nieraz nie tylko dwa dni w roku. Jezus Chrystus jest wszechmocny, to znaczy może nie tylko zapobiegać, ale także czynić większe dzieła nawet wtedy, gdy coś się po ludzku zawaliło.

„Brat twój zmartwychwstanie” – Jezus obiecuje nie tylko nasze zmartwychwstanie do życia wiecznego, ale także to, że możliwe jest, w każdej chwili, jeśli tylko damy się podnieść Bogu – duchowe zmartwychwstanie. To przebudzenie się do życia z Jezusem, Panem życia i śmierci. „JA jestem zmartwychwstanie i życie” – to nie tylko znaczy, że Jezus zmartwychwstanie, i że będzie żył, ale że On jest zasadą, początkiem, źródłem życia i Panem życia, bo On jest Tym, który Jest, jak niegdyś, pod figurą płonącego krzewu, tajemniczo objawił się Mojżeszowi.

Każdą i każdego z nas pyta dziś Jezus: „Wierzysz w to?”. Wielki Post o tyle będzie owocny, o ile szczerze otworzymy każdy nasz brak wiary przed Jezusem, pokornie prosząc, aby nas podźwignął z tego, co jest naszym grzechem, niewiarą, naszym grobem, aby ożywił w nas gorliwą, szczerą wiarę.

„Usuńcie kamień!” – mówi i do nas Pan. Usuń to, co zamyka cię na moje działanie, zobacz, gdzie zgubiłeś wiarę we Mnie, gdzie wkradł się smutek i rozpacz, zamiast ufności. Poleć mi także tych, którzy są w takim stanie pogrążeni – których znasz, i których nie znasz.

I wreszcie, modlitwa Jezusa: „Ojcze, dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś”. Tak woła nasz Pan, kiedy wszyscy są jeszcze pogrążeni w żałobie, a rozkładające się już ciało Łazarza leży w grobie. Wejść w taką modlitwę Jezusa, to żyć w pełni łaską chrztu, a więc ufać, że Ojciec jest wszechmocny, że tam, gdzie inni widzą tylko śmierć i rozkład, chrześcijanin widzi nadzieję na nowe życie, które może sprawić Bóg.


Jestem twoim zmartwychwstaniem

W dialogu z Martą Jezus chce usłyszeć „tak”, które ma podstawowe znaczenie dla relacji, jakie nas z Nim łączą: – Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?

Oczywiście szybko odpowiadamy: „Tak, Ty jesteś życiem”. Ale jakim życiem? Jesteśmy ludźmi żyjącymi. Co dodaje On do naszego życia? W rzeczywistości jesteśmy „ledwie” żyjącymi, na których stale czyha śmierć. Jezus chce nas uczynić zwycięzcami śmierci.

W długim i dramatycznym opowiadaniu o wskrzeszeniu Łazarza Jan wspomina i łączy ze sobą trzy śmierci: Łazarza, Jezusa i naszą. Idąc do Łazarza, Jezus wie, że śmierć czyha także na Niego: „Dopiero co Żydzi chcieli Cię ukamienować i znów tam idziesz?” – mówią Mu uczniowie.

Widząc ogromny ból Marii, Jezus odczuwa wzruszenie. Głęboko odczuwa nędzę natury ludzkiej, opłakuje przyjaciela, łączy się z bólem jego sióstr i myśli o swojej jakże bliskiej już śmierci. Nigdy tak bardzo nie uczestniczył w naszych smutkach. „Spójrzcie – mówiono wokół Niego – jak miłował swojego przyjaciela!”.

Ale jednocześnie wszyscy dziwią się, i my także: „Czy to ten, który mówił z mocą: Przyszedłem dać wam życie. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

Jezus chce, abyśmy pełnią życia żyli nie na marginesie naszych trosk, naszych dramatów czy nawet śmierci. Z samego dna tej nędzy, którą niesie wraz z nami, da wspaniały znak zwycięskiego życia. Prostuje się i woła: „Wyjdź na zewnątrz!”. I tak jak zawsze, gdy stajemy wobec znaku, musimy mieć świadomość, że jest on znakiem, to znaczy zaproszeniem, aby pójść dalej.

Wskrzeszenie Łazarza jest zwycięstwem nad śmiercią, ale zwycięstwem tymczasowym. To już bardzo dużo, może narodzić się szalona nadzieja, śmierć nie jest już kamienną płytą, która wszystko druzgocze. Ale my prostujemy się, ażeby słuchać objawienia najwyższego, przekraczającego ten zwykły powrót do życia: – Ja jestem zmartwychwstaniem.

To całkiem coś innego! Jezus nie wstanie z martwych tak jak Łazarz. Tym razem będzie to całkowite zwycięstwo nad śmiercią. Wejście w życie „wieczne” nie tylko w sensie życia bez kresu, ale życia innego. Ludzkiego oczywiście, a jednak mającego inne cechy i inny wymiar.

To inne życie jest nam dane przez Jezusa. Od razu! Oto dlaczego padło to słynne zdanie: „Przyszedłem, aby mieli życie”. A także stwierdzenie niezwykłe, bo wypowiedziane w czasie teraźniejszym: „Kto Mnie słucha, ma życie wieczne, ze śmierci przeszedł do życia”. Jezus był „zmartwychwstaniem” dla siebie i będzie „zmartwychwstaniem” dla nas. Jest to trudny akt wiary, ale czynimy go. Gorzej natomiast widzimy, w jaki sposób Jezus jest – już teraz – zmartwychwstaniem.

Jest zmartwychwstaniem, ponieważ może nam przekazać swoje zmartwychwstałe życie. Kiedy pijemy z tego źródła, zaczynamy istnieć w taki sposób, w jaki istnieć będziemy przez wieczność, w komunii miłości z Bogiem i braćmi.

Nie są to rzeczy łatwe do zobaczenia. Wierzymy, że Maryja i święci z czystego i pięknego życia miłością na ziemi od razu przeszli do wiecznej pełni. Ale my prawdopodobnie do końca wieść będziemy nasz żywot, w którym życie wymieszane jest ze śmiercią, ponieważ nie dość otwieramy się na życie Chrystusa.

Przypominam sobie, z jak wielką uwagą pewna zakonnica chora na raka słuchała tego, co mówiłem o tym możliwym już teraz doświadczaniu zmartwychwstania. Mówiłem jej: ilekroć odwaga i miłość zwyciężają w nas „przerzut” grzechu, tylekroć moc zmartwychwstania Chrystusa wyzwala od śmierci nasze zmartwychwstałe istnienie.

André Seve


Czy wierzysz mimo to?

W opowiadaniu o wskrzeszeniu Łazarza Ewangelista Jan w bardzo umiejętny sposób przedstawia to, co dzieje się w ludzkiej duszy, która jest rozczarowana Bogiem. W odróżnieniu od innych sytuacji, w których ktoś zwraca się do Jezusa o pomoc, rodzeństwo z Betanii to nie są jacyś anonimowi proszący, opisywani przez ewangelistów często jedynie na podstawie dolegliwości, na które cierpią (niewidomi, głuchoniemi, cierpiący na upływ krwi, opętani, itp.). Tutaj chodzi o osoby znane z imienia, co więcej, są to osoby złączone z Jezusem więzią serdecznej przyjaźni i głębokiej miłości. Ich dom stanowił dla Jezusa i Jego uczniów coś w rodzaju schroniska, do którego przy okazji wędrówki do Jerozolimy zawsze można było przyjść, by odpocząć i nacieszyć się smacznym posiłkiem i dobrym towarzystwem. Fakt, że obydwie siostry wypowiadają przed Jezusem swoje rozczarowanie dokładnie w tych samych słowach („Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”), może świadczyć o tym, że jest to ich wspólne odczucie, którym dzieliły się między sobą. W żaden sposób nie potrafiły wpisać zachowania Jezusa w serdeczne więzi, jakie ich z Nim łączyły. Jezus zdawał się lekceważyć ich natarczywą prośbę o przybycie, by zaradzić chorobie ich brata. Jednak ich serdeczna wzajemna miłość zdawała się nie mieć dla Niego znaczenia, skoro pojawił się dopiero kilka dni po pogrzebie Łazarza. Między wierszami można wyczytać ze słów Marty pełny ironii wyrzut: teraz to jest tylko musztarda po obiedzie.

Jezus nie obwinia sióstr za skierowany do Niego gorzki wyrzut, ale zdaje się jeszcze podnosić poprzeczkę: pyta o wiarę mimo tego, co się stało. Marta, która może zapewne mówić także w imieniu Marii, zdaje ten trudny egzamin: jej „ja wciąż wierzę” oznacza wiarę w absolutnej ciemności, wiarę wbrew oczywistym faktom, wiarę, która już nie chce domagać się spełnienia własnych oczekiwań, ale zdaje się na Bożą moc.

Jezusowe: „… choćby i umarł, żyć będzie” rozbrzmiewa nad każdym grobem człowieka wierzącego. Jezus nie zatrzymuje naturalnego biegu ludzkiego życia, do którego należy także nieuchronna śmierć, ale gdy w naszym sercu pojawia się rozczarowanie Jego decyzjami, kieruje to samo zaproszenie: wierzysz mimo to?

Ks. Marian Machinek MSF

 

Wiara w zwycięstwo Jezusa nad śmiercią

Po raz kolejny Jezus-i Ewangelia – zmierzają się z tajemnicą ludzkiego cierpienia i śmierci. Każda sugestia i odpowiedź, które rzucają jakieś światło na ten trudny problem, są bezcenne. A Jezus rzuca wręcz cały snop światła w mroczne ciemności grobu i śmierci. Jest to światło Jego zwycięskiego Zmartwychwstania. Trzeba z całą mocą podkreślić, że Jezus nie zlikwidował śmierci, tylko przezwyciężył jej niszczącą siłę. Łazarz i tak musiał potem kiedyś umrzeć, ale jego ostateczna śmierć nie była ostatnim akordem kończącego się życia, lecz uwerturą do życia wiecznego. Ale to było już zasługą i owocem Zmartwychwstania Chrystusa, natomiast cud wskrzeszenia Łazarza był zaledwie poglądową lekcją na temat wiary, życia i ufności złożonej w Bogu.

Lekcja ta została dokładnie wyreżyserowana, aby umocnić wiarę uczniów i wskazać kierunek, w którym powinniśmy podążać i gdzie powinniśmy lokować swoje nadzieje. Smutek i żałoba w obliczu śmierci to naturalna reakcja naszych uczuć – nawet Jezus zapłakał przy grobie Łazarza. Ale wiara powinna przekształcić nasze uczucia i podporządkować je nadziei złożonej w Jezusie. Nie dokonuje się to automatycznie i w łatwy sposób. Nasze ludzkie doświadczenie śmierci i bólu po utracie kochanej osoby zmaga się z ufnością do Jezusa. Marta wierzyła, że bezpośrednia obecność Jezusa przy Łazarzu w czasie jego choroby i agonii mogłaby uratować życie brata. Moc Jezusa nad chorobami była już bowiem wszystkim dobrze znana. W odczuciach ludzi Jezus mógł zapobiec śmierci chorego, ale dopóki człowiek żył. Takie były dotychczasowe obserwacje i wnioski, dotyczące możliwości Jezusa. Zarówno Marta, Maria, jak i inni byli o tym święcie przekonani. Ale Jezus chciał czegoś więcej: chciał wiary, że Jego moc i władza sięgają poza granice śmierci.

To nie była łatwa wiara, zwłaszcza w obliczu przytłaczających, bezspornych faktów. Łazarz umarł nieodwołalnie, rozpoczął się już proces rozkładu zwłok. Trzeba by cofnąć czas, by jeszcze móc coś temu zaradzić. Dlatego Marta nie wyobrażała sobie doraźnego ratunku. Wierzyła w odległe zmartwychwstanie w dniu ostatecznym, wierzyła w specjalne posłannictwo Jezusa i Jego mesjańską misję oraz nadzwyczajne względy u Boga. Ale tylko tyle. Jezus chciał pokazać, że wiara w Niego musi iść dalej, poza granicę życia i śmierci. W tym jednym przypadku wiara ta zaowocowała natychmiastowym przywróceniem życia zmarłemu. We wszystkich innych sytuacjach i przypadkach śmierć zawsze okazywała się nieodwołalna. Ale życie wieczne, które jest darem wysłużonym przez Jezusa, czeka każdego, kto tylko uwierzy, że Jezus może mu to życie dać.


MYŚL  TYGODNIA

Ożywiajmy swoją wiarę, rozwijajmy prawdziwą miłość i trwajmy w nadziei,
a będzie to droga pewna i jedyna prawdziwa, chociaż trudna i wyboista.
Będzie to droga życia.