SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


22 maja 2022 – VI Niedziela Wielkanocna









Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam.
Nie tak jak daje świat, Ja wam daję.







Miłuje Jezusa tylko ten, kto zachowuje Jego naukę. I jest miłowany przez Ojca jedynie ten, kto zachowuje naukę Jezusa. Nauka Jezusa pochodzi bowiem od Ojca, który Go posłał. Kto jest posłuszny nauce Pańskiej, staje się mieszkaniem Ojca i Syna. Kto zaś nie zachowuje nauki Jezusa, ten nie zna ani Jezusa ani Ojca.


Gdybyście Mnie miłowali...

„Kto ma nadzieję, widzi dalej, kto ma miłość, widzi głębiej, kto ma wiarę, widzi inaczej” – to zdanie, które być może już nieraz słyszeliśmy, przypomina, iż tylko poprzez nadzieję, miłość i wiarę można zrozumieć to, co wydaje się bardzo trudne, a w krótkiej perspektywie, na płaszczyźnie naszego codziennego życia, może wydawać się nawet nie do przyjęcia.

Jedną z największych radości, jakie może przeżywać kapłan, jest chyba ta, gdy po kilku czy kilkunastu latach spotyka swoich dawnych uczniów, wychowanków, ministrantów lub młodzież z duszpasterstwa, i widzi, że rzucone przed laty ziarno nie zginęło. Co więcej, nie tylko wykiełkowało, ale przemieniło się w drzewo, które naprawdę wydaje owoce. Wszystkie gesty, podziękowania i zapewnienia o wdzięczności, które można usłyszeć, gdy ksiądz opuszcza parafię, by iść do innej, są zaledwie drobną namiastką tej właśnie radości, którą można przeżyć po latach. Gdy widzi się ludzi, którzy wychowywali się w cieniu parafialnego kościoła, a teraz budują dobre rodziny, żyją mądrze, uczciwie i starają się jak najlepiej wychować swoje dzieci, przeżywa się radość zupełnie wyjątkową. Jest to radość widzenia dalej, głębiej i inaczej, którego sens i wartość docenia się często dopiero po długich latach.

Odejście, które Chrystus zapowiada uczniom, jest dla nich niezwykle trudne do przyjęcia. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego ich Pan odchodzi. Przeżywają głęboki smutek z tego powodu. On jednak jakby odwraca całą sytuację. Nie oczekuje łez, słów żalu czy pocieszenia. Chce tylko, by się nie zatrzymywali, by szli naprzód i prowadzili dalej to, co On rozpoczął. Pokazuje, że Jego odejście mogą zrozumieć tylko ci, którzy naprawdę Go kochają. Ci, którzy widzą dalej, głębiej i inaczej: „Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie”.

Warunkiem zrozumienia tego, co trudne, a w jakimś momencie może nawet przykre i smutne, jest miłość do Jezusa, która otwiera na dar czasu i na dar drugiego człowieka. Trzeba to sobie wciąż przypominać, by w chwilach próby ku Niemu powracać i bez lęku, z wiarą i z zaufaniem przyjmować wszystko, co nam daje.

Dariusz Madejczyk


„Duch Święty i my”

Co to właściwie jest „Kościół”? O kim myślę, gdy mówię „Kościół”? O proboszczu, bo on najbliżej. Są jeszcze wikarzy, katecheci, jest kapelan w szpitalu. Są zakonnice. A nad nimi biskup. Zjawia się czasem w parafii, bierzmuje. A daleko w Rzymie jest papież. Bez nich nie byłoby Kościoła. A skoro tak, to może po prostu oni są Kościołem? „Oni” – to słówko zrobiło ogromną karierę. Zawsze byli jacyś „oni”, z którymi mało kto się identyfikował. I, niestety, to słowo-klucz dopasowaliśmy także do Kościoła. Kościół to oni. My jesteśmy klientami. Parafia zaś punktem świadczenia usług religijnych.

Wygodne to i niefortunne zarazem. Wygodne – bo zdejmuje odpowiedzialność, to w końcu „oni”, nie ja... Niefortunne – bo z tej pozycji przestaję mieć wpływ na... Właśnie, na co? Na „ludzi Kościoła”, czy na Kościół? Wiem, uprościłem sprawę. Ale nie tu miejsce na rozległe analizy. Przyznasz jednak, że odpowiedź na pytanie o Kościół nie jest ani prosta, ani łatwa. I dlatego odpowiedzi bywało i jest wiele.

Czy nie zaskoczyła cię formuła, której użyli Apostołowie, pisząc list do chrześcijan w Antiochii, Syrii i Cylicji? Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my... Co za śmiałość: „Duch Święty i my”. Ludzie postawili siebie obok Boga! A jednak to nie bluźnierstwo ani pomyłka. Apostołowie są świadomi obietnicy danej przez Jezusa: A Pocieszyciel, Duch Święty... On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Ta obietnica wypływa z innej: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Przez kilkanaście lat doświadczali realności tych słów. Wiedzą więc, że to nie oni gromadzą i nie wokół siebie skupiają tysiące wiernych. Czują swoją małość i słabość. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata. Równocześnie są współuczestnikami zadziwiających przemian w ludziach – świadectwem tego jest cała księga Dziejów Apostolskich.

Przeżywając to i współtworząc wiedzą, że Kościół nie jest ich dziełem. Jest darem Jezusa. Jest tajemnicą obecności Boga w świecie. Jest żywy obecnością Ducha Świętego. Czują się za to dzieło odpowiedzialni, ale ono ich przerasta. Mają świadomość „starszeństwa”, ale przede wszystkim czują się jego cząstką i sługami. Bo Kościół – to Miasto Święte. Miastu temu świątyni nie potrzeba, bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek.

I ja jestem cząstką społeczności Miasta Świętego. Nie mieszkańcem, lecz obywatelem. W Świętym Mieście, w Kościele przyszedłem na świat. Z tradycji, obyczaju,. wiary, historii Kościoła wyrasta moje duchowe wnętrze: moja wiara, historia mego życia, moje codzienne obyczaje, tradycje mojej rodziny i mego kraju. Bez zakorzenienia w społeczności Kościoła byłbym bezkształtną cząstką kosmosu. Wygnańcem pozbawionym oparcia i domu. Bez przynależności do wielkiej rodziny Kościoła byłbym sierotą otoczonym obojętnym tłumem ludzi.

Ja? A ty nie? Kim byś był, gdyby ciebie, twojej rodziny, twego kraju, twojej historii nie kształtował od wieków Kościół? Czym byłaby Europa i świat...

Dlatego tak ważna jest dla mnie historia Kościoła – bo ta historia mnie ukształtowała. Wiem, nie wszystko w tej historii blaskiem cnót świeci. Były (i są...) w niej karty ciemne i wstydliwe. Jak w życiu każdego człowieka i każdej rodziny. Trzeba je poznać. Zadziwia wszakże jedno: mimo błędów Kościół ciągle się odradza. Ciągle odżywa w nim pragnienie świętości. I wciąż daje on światu świętych. Gdyby był tylko ludzkim dziełem, jego błędy i niedostatki dawno doprowadziłyby do unicestwienia – tak to widział już dwa tysiące lat temu Gamaliel.

Uświadomienie sobie, czym jest Kościół, poznanie jego historii wyzwala w człowieku pragnienie wierności Kościołowi – tak jak własnej rodzinie czy ojczyźnie. Więcej – bo nawet rodzina i ojczyzna w Kościele znajdują ostateczne oparcie.

Tomasz Horak


W pierwotnym Kościele, jak z resztą wszędzie, także nie brakowało sporów i konfliktów. Najważniejsze jest jednak to, że chciano je rozwiązać w Bożej mądrości. Jej owocem było zwołanie Soboru Jerozolimskiego, który miał za zadanie rozwiać wszelkie niejasności pojawiające się przy głoszeniu Jezusa Chrystusa Żydom i poganom. Fragment tego wydarzenia jest zawarty w pierwszym czytaniu.

Wydarzenie Soboru Jerozolimskiego próbuje rozwiązać problem jedności w różnorodności. W jaki sposób należy przyjmować pogan do Kościoła? Co z Żydami i ich praktykami? Jak pogodzić jednych z drugimi? Co jest prawdziwym wymogiem wyznawania wiary? W podjęciu refleksji i znalezieniu odpowiedzi na te i inne problemy apostołowie kierują się jedynym słusznym fundamentem – Słowem Bożym i asystencją Ducha Świętego.

W wielu sytuacjach, które dzieją się wokół nas – we wspólnocie Kościoła, parafii, konkretnej grupy, a nawet w kręgu bliskich, znajomych i przyjaciół także nieuniknione są konflikty czy niejasności. Nie zapominajmy w tych chwilach szukać odpowiedzi w Słowie Bożym, zapraszać Ducha Świętego z Jego darami oraz podejmować twórczej dyskusji, mającej na celu wypracowanie najlepszego stanowiska.

 

Drugie czytanie przedstawia nam dzisiaj opis miasta świętego – niebieskiego Jeruzalem. Tego, do którego zdążamy przez całe nasze życie, a w którym króluje sam Bóg. Z Jego opisu możemy wysnuć bardzo ważny wniosek: jest ono doskonałe, dlatego powinniśmy postawić je sobie za cel do osiągnięcia.

Opis miasta, jak cała księga Apokalipsy, jest pełen symboli. Warto zwrócić uwagę na kilka z nich. Miasto jest zabezpieczone wielkim i wysokim murem, co czyni je niezwyciężonym. Takim samym murem powinna być dla nas wiara, która chroni nas przed pokusami, upadkami, odejściami… Z różnych stron miasta, w murze, jest obecnych 12 bram – symbol 12 pokoleń Izraela, 12 apostołów, co dla nas jest oznaką powszechności i ciągłości Kościoła Bożego. W mieście nie ma także centralnego budynku życia wiarą, tak bardzo cennego dla Żydów – świątyni. Świątynią jest Pan Bóg. Najważniejsza jest Jego obecność. Bez Niego nie ma wspólnoty, nie ma Kościoła.

 

Miłość, która jest motywem przewodnim pism św. Jana, ma wiele twarzy. Dzisiaj Chrystus przedstawia nam kilka z nich.

Posłuszeństwo. Jest ono bardzo ważnym dowodem miłości. To ono otwiera drogę do poznania Ojca, do zaproszenia Go do swojego serca. Człowiek posłuszny Bożej nauce otwiera dla Niego swoje drzwi, chce, aby był obecny w jego życiu.

Pamięć. Jeżeli kochamy, to pamiętamy i chcemy tę pamięć pielęgnować. Miłość Jezusa to przechowywanie Jego nauki, Jego działalności. Nie chodzi jednak o samo pamiętanie, ale także o próbę ciągłego zrozumienia tego, co przechowujemy. Pomocnikiem w tym jest Duch Święty.

Pokój. Serce wypełnione miłością jest sercem pełnym pokoju. Sam pokój to nie tyle nieobecność problemów i strapień, co raczej ciągłe dążenie do dobra. To pokój inny niż ten, którego szukamy na świecie. On także jest owocem miłości.


MYŚL  TYGODNIA




Tylko w Kościele można w pełni spotkać Jezusa Chrystusa żywego – w Eucharystii i w sakramentach.