SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


12 września 2021 – XXIV niedziela zwykła







Jeśli ktoś chce pójść za Mną,
niech się zaprze samego siebie,
niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.






Tylko trwając w Słowie Bożym, możemy myśleć po Bożemu, a nie po ludzku. Słowo Boże odnawia nasz umysł na podobieństwo umysłu Chrystusa i pozwala rozróżnić, co jest wolą Bożą, co podoba się Bogu, co jest prawdziwie dobre i doskonałe. Mając odnowiony umysł przez Słowo Boże, przestajemy szukać we wszystkim tylko siebie samego i żyć jedynie sobą. Możemy teraz naśladować Jezusa i przez wiele ucisków i utrapień zmierzać do Królestwa Bożego, które nie jest z tego świata. Duch Boży może teraz prowadzić nas drogą Chrystusa, gdzie umierając sobie, będzie w nas jaśnieć zmartwychwstały Pan.


Na skrzyżowaniu wiary i cierpienia

Było dwóch ludzi. Jeden Bohater, drugi Mięczak. Bohater – człowiek uzdolniony, tryskający życiem, powszechnie lubiany. Człowiek sukcesu. Dobrze zarabiał jako kierownik działu. W tej samej firmie pracował Mięczak. Wiedzę miał ogromną, talenty też. Nie miał jednak siły przebicia. Wobec trudności chował się jak ślimak w muszli. Zostawały mu najmniej efektowne i najgorzej płatne zadania. Taki życiowy niedorajda. Mięczak był człowiekiem religijnym. Wiarę miał prostą, dziecięcą, nie zastanawiał się nad jej zawiłościami, może nawet ich nie dostrzegał. Bohater przeciwnie – lubił dyskutować na tematy religijne, ale tak naprawdę wiara nie interesowała go wcale. Sobie zawdzięczał wszystko.

Po cóż mówić o wierze? Czym jest wiara? Przekonaniem? Tak, trzeba być przekonanym przynajmniej co do jednego: że Bóg jest i że interesują Go nasze sprawy. Ale to za mało. Apostoł powiada: Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także złe duchy wierzą i drżą. Z przekonań rodzi się nowy sposób widzenia rzeczywistości. Horyzonty rozszerzają się niepomiernie. Świat staje się piękniejszy. Nawet samego siebie człowiek widzi w innym świetle. To rodzi entuzjazm. Ślad tego widać w Ewangelii. Odpowiedź Piotra: Ty jesteś Mesjasz, z takiego właśnie entuzjazmu płynie. Jakże to potrzebne człowiekowi! Ale to wszystko mało – wiara w samej swej istocie jest oparciem ludzkiego życia na Bogu. W rezultacie człowiek potrafi na Nim budować całą swoją teraźniejszość i przyszłość. Czytamy Księgę Izajasza – to wyznanie samego proroka, a równocześnie wizja dotycząca Jezusa i Jego wiary. Bo Jezus jako człowiek musiał i chciał w każdym, także w najtrudniejszym momencie oprzeć się na mocy swego Ojca. Pamiętasz Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym? To właśnie jest wiara – w obliczu trudności zawołać: Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie!

Wróćmy do Bohatera i Mięczaka. Jechali kiedyś samochodem, z nimi ich dzieci. Z tyłu najechała na nich ogromna wywrotka. Tak nieszczęśliwie, że obie dziewczynki z ciężkimi obrażeniami trafiły do szpitala. „Zrobiliśmy, co możliwe” – powiedział lekarz. Mięczak dwoił się i troił, okazało się, że możliwe są jeszcze inne drogi ratowania dziecka. Mięczak chodził, jeździł, załatwiał. Przeszedł samego siebie. To już nie był ten Mięczak co przedtem. Zaś Bohater bez reszty się załamał. Całymi popołudniami przesiadywał milcząco w fotelu, nie reagował na nic.

Dzieci wróciły do domów z bardzo widocznymi śladami przebytego wypadku. Tak już miało zostać do końca ich życia. Córka Bohatera zastała dom pogrążony w smutku. Dlatego jej udziałem stał się smutek. Córka Mięczaka zastała dom pełen nadziei, radości, wręcz entuzjazmu: razem będziemy się uczyć nowego życia, żebyś teraz bardziej niż przedtem cieszyła się życiem. „Teraz? Jak nie potrafię prosto chodzić i na buzi mam blizny?”. Tak, właśnie teraz – odpowiedział – i zobaczysz, że to możliwe. Miał rację. Fizyczna ułomność dziecka zeszła na dalszy plan wobec radości, wobec żywiołowości, jaką potrafił obudzić w niej tata. Ostateczną próbą wiary jest krzyż. Jezus tę próbę przeszedł. A szedł ku niej z pełną świadomością rzucając jej wyzwanie. Piotr, który wtedy tego jeszcze nie rozumiał, został ostro napomniany. A my? Trudno pójść na spotkanie cierpieniu. Jeszcze trudniej, gdy ono zaskoczy znienacka. Dobrze, jeśli zawczasu naszą siłą będzie wiara. Nie zawsze sprawdzają się w życiu tak proste schematy jak przypowieść o Bohaterze i Mięczaku. Ale bez wątpienia wiara jest istotnym elementem życia. Bo z jednej strony pozwala przetrwać czas krzyża, z drugiej – dodaje sił, by każdy dzień wypełniać dobrem. Taką wiarę widać: pokażę ci ją swoimi uczynkami.

Ks. Tomasz Horak


Ty miałbyś cierpieć i umrzeć?

– Ty jesteś Mesjasz – mówi Piotr do Jezusa.

„Mesjasz” po hebrajsku i „Chrystus” po grecku dosłownie oznacza „namaszczony”, ten, który otrzymał namaszczenie, poprzez które królowie otrzymywali moc Ducha. Nazwa ta stała się imieniem Jezusa: Jezus Chrystus to Jezus Mesjasz.

Dla Żyda słowo „mesjasz” było harfą, której wszystkie struny budziły drżenie nadziei Izraela. Jeśli chcemy ocenić moc jego oddziaływania, musimy je wypełnić różnymi znaczeniami, które jednak odnosiły się do dwóch podstawowych danych: (1) Mesjasz miał być wysłannikiem Boga (2) i będzie On posłany, żeby zbawić najpierw lud wybrany, a potem wszystkie narody. Na podstawie tych założeń jedni marzyli o królu-wojowniku, inni o wielkim proroku sprawiedliwości. Wszyscy wyobrażali sobie, że będzie to potężny, mądry, bardzo religijny i bliski Bogu wyzwoliciel w każdym sensie tego słowa.

Ale nigdy, przenigdy żaden Żyd nie wyobraziłby sobie Mesjasza, który mógłby cierpieć! Zwróćcie uwagę na miejsce słynnej deklaracji Piotra: jest to sam środek Ewangelii. Do tej pory nieustannie stawiano sobie pytanie: kim jest ten człowiek? Teraz uczniowie wiedzą, że jest On Mesjaszem. Ale odtąd będzie ich dręczyć nowe pytanie, które zdominuje drugą część Ewangelii: jak to jest, że ten zadziwiający Mesjasz może być wyzwolicielem, zwycięzcą, a jednocześnie ma iść ku śmierci?

Jezus odgaduje w nich to niezrozumienie. Przede wszystkim nie mają wyjawiać tłumom tego tytułu Mesjasza, na którym ciążą jeszcze dawne marzenia: „Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili”.

Tak, jest Mesjaszem; tak, będzie Zbawicielem, ale nie w ten sposób, w jaki to sobie wyobrażają: „Zaczął ich pouczać, że musi wiele wycierpieć, że będzie zabity i zmartwychwstanie”.

Słowo „zmartwychwstanie” na razie jeszcze ich nie uderza, być może niejasno myślą o zmartwychwstaniu wszystkich sprawiedliwych „na końcu czasów”, nie potrafią wyobrazić sobie tego jedynego Zmartwychwstania, w którym w pełni rozbłyśnie chwała prawdziwego Mesjasza. Trudno im przyjąć szokujące słowa, które rodzą bunt w odniesieniu do ich Mesjasza: cierpienie, śmierć. Piotr traci głowę i „zaczyna Go upominać”.

Czy my upominamy Jezusa? To znaczyłoby, że łączy nas z Jezusem więź równie mocna jak ta, która łączyła Jezusa i Dwunastu. W tym momencie Ewangelii bliskie przebywanie z Jezusem pozwala im dyskutować z Nim, wzrastać, aby dojść w końcu do tego wielkiego okrzyku: „Ty jesteś Mesjasz!”. Ale żeby pojąć całą tajemnicę, ile potrzeba będzie rozmów, i to rozmów burzliwych jak ta (a może jak nasze rozmowy z Jezusem?).

PIOTR: – Ty miałbyś cierpieć i umrzeć! Ty, Mesjasz?

JEZUS: – Myślisz tylko po ludzku; kiedy wreszcie wzniesiesz się do myślenia na sposób Boży?

Już kiedyś rozważaliśmy, jak trudno jest wydobyć się z myślenia na sposób ludzki, ale zawsze warto powracać do tego zdumiewającego objawienia: Ten obiecany i tak bardzo oczekiwany Mesjasz jest Synem Bożym, a jednak zostanie przybity do krzyża.

I my także! Jezus przywołuje cały tłum, żeby głośno obwieścić mu prawdę, która budzi w nas trwogę: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój”. Nie jesteśmy w stanie tu, na ziemi, odsłonić tajemnicy tego nieuniknionego cierpienia. Możemy jedynie obdarzyć Boga zaufaniem – najtrudniejszym zaufaniem, jakim jest oczekiwanie dnia, kiedy nareszcie dowiemy się, dlaczego Ojciec, który nas miłuje, nie mógł dać – ani swojemu Synowi, ani nam – życia bez krzyża.

André Seve


Cezarea Filipowa – Ewangelista Marek przenosi nas dzisiaj na północ Izraela, w górskie okolice, gdzie mamy zmierzyć się z pytaniem, które zostało postawione przez Pana Jezusa nie tylko uczniom, ale też każdemu z nas, mianowicie: Za kogo uważają mnie ludzie? Słyszymy różne odpowiedzi, a wśród nich tę Piotrową: Ty jesteś Mesjasz. Piotrowi została objawiona prawda. Czy jednak rozumiał, co to znaczy? Zaraz potem Pan Jezus po raz pierwszy zapowiada swoją mękę. Uczniowie nie rozumieją, jeszcze są na tę prawdę zamknięci. Ciekawa jest postawa Piotra, który zdaje się wiedzieć lepiej od swojego Mistrza i zaczyna Go upominać, że to na Niego nie przyjdzie. Można powiedzieć, że Piotr wychodzi przed szereg. Przed chwilą mówił, że Jezus jest Mesjaszem, a teraz zarzuca Mu, że mówi głupoty. Warto sobie zadać pytanie, czy czasami nie zachowuję się, jak Piotr, czy nie mówię Bogu, co ma czynić, jak ma postępować.

Panie Boże, otwórz moje oczy i serce na prawdziwe poznanie Ciebie, uwolnij mnie od moich wyobrażeń o Tobie, otwórz na słuchanie Twojego słowa i działanie zgodnie z Twoim zamysłem.

 


MYŚL  TYGODNIA

Pokora to spojrzenie na siebie zgodne z prawdą.