SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


7 marca 2021 – III niedziela Wielkiego Postu








„Weźcie to stąd,
a nie róbcie z domu Ojca mego targowiska”







Zbawienie przychodzi przez wiarę w Chrystusa ukrzyżowanego, który jest mocą i mądrością samego Boga. Chrystus ukrzyżowany jest głoszony od dwóch tysięcy lat i od początku jest On zgorszeniem i głupstwem dla świata. Ale poza Nim nie ma zbawienia. Nie ma pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. Nikt nie może przyjść do Ojca, jak tylko przez Niego. Szczęśliwy na wieki, kto w ukrzyżowanym zobaczy Pana chwały.

 

Święte męczennice Perpetua i Felicyta

żyły w II w. w starożytnym Thuburbo Minus. Perpetua w tajemnicy przed ojcem poganinem przyjęła wiarę chrześcijańską i zaczęła do niej przekonywać swych bliskich. Obie z Felicytą były młodymi mężatkami. Mąż Felicyty prawdopodobnie zginął razem z nią. Oskarżone o bycie chrześcijankami, zostały pojmane i sprowadzone do Kartaginy. Perpetua miała malutkiego synka, w wieku niemowlęcym, którego przynoszono jej do karmienia. W tym samym czasie, będąca w ósmym miesiącu ciąży Felicyta, po ciężkim porodzie, powiła dziewczynkę, którą zaadoptował jeden z chrześcijan. Mimo próśb ojca, który odwiedzał Perpetuę w więzieniu, kobieta nie wyrzekła się swojej wiary. Po krótkim procesie wszystkich więźniów skazano na rozszarpanie przez zwierzęta. Tuż przed męczeństwem Perpetua i Felicyta otrzymały chrzest, bowiem w czasie aresztowania były jeszcze katechumenkami. Męczeńska śmierć miała miejsce 7 marca 202 lub 203 r. Perpetua i Felicyta są patronkami bezpłodnych kobiet.


Chodźmy poszukać bicza

Gdyby za czasów Jezusa istniał jakiś sensacyjny Izrael-Matin, tego dnia na pierwszej stronie pojawiłby się tytuł: „Skandal w Świątyni”. A w artykule czytalibyśmy: „Jezus, młody prorok z Galilei, za pomocą bicza wypędził świątynnych kupców. Świadkom, którzy zażądali od niego wyjaśnień, ośmielił się mówić o zburzeniu Świątyni!”.

Świadkowie ci mogli doskonale zrozumieć, że czynem tym oraz prorockimi słowami Jezus objawiał się jako Mesjasz. Pisma bowiem zapowiadały, że Mesjasz oczyści Świątynię: „Nie będzie już przekupniów” – pisał Zachariasz. A jeszcze wyraźniej zapowiadały tajemniczą nową Świątynię, „dom modlitwy dla wszystkich narodów”.

W rzeczywistości tego dnia nikt, nawet uczniowie, nie zrozumiał. Jan lubi kłaść nacisk na to niezrozumienie, aby zmusić nas do pójścia głębiej. Podobnie jak inni ewangeliści wydaje się tylko opowiadać, ale w swoją opowieść wplata słowa, które muszą obudzić naszą czujność. Tutaj: „dom mojego Ojca” – błysk światła na boskie synostwo Jezusa. A zwłaszcza pierwsza aluzja do zmartwychwstania poprzez słowo „wznieść”, które należy do słownictwa odnoszącego się do zmartwychwstania:

– Wzniosę tę świątynię na nowo.

– Ty ją wzniesiesz na nowo?

Zrozumieli te słowa, gdy Jezus zmartwychwstał.

My również możemy zrozumieć „po Zmartwychwstaniu”, ponieważ Ewangelie są ponownym odczytaniem czynów i słów Jezusa w świetle wydarzeń paschalnych. Ale Jan, przedstawiając systematycznie sytuacje, w których dochodzi do nieporozumienia, chce nas czegoś nauczyć.

Na przykład, Żydzi trzymają się tutaj kurczowo myśli o Świątyni budowanej przez czterdzieści sześć lat, a która miałaby być odbudowana w trzy dni. Tymczasem jest to tak niesamowite, że powinno nas to zaalarmować: o jaką świątynię chodzi?

Teraz, gdy już jesteśmy czujni, możemy właściwie przyjąć odpowiedź wersetu 21 i 22, które są kluczem do tej typowej dla Jana całości (żywe opowiadanie, po którym następuje drażliwa dyskusja):

„On zaś mówił o świątyni swego ciała i zrozumieli to, gdy zmartwychwstał”.

Sprawa świątyni rozwija się zatem w dwóch etapach. Przyjmując najpierw żydowską religię Świątyni taką jaka jest (a Jego gest odnosi się do każdej świątyni), Jezus czyni gest profetyczny, to znaczy spektakularny, aby przywrócić wszelkim religijnym gestom bardziej stosowną atmosferę: nie można modlić się w kramarskim zgiełku.

Idąc dalej, Jezus zakwestionuje wszelkie zbyt konkretne zakotwiczenie w tym czy innym miejscu modlitwy. „Wierz mi – powie do Samarytanki – że ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca”. Żeby istniała świątynia, potrzeba dwóch rzeczy: obecności Boga oraz czcicieli „w Duchu i prawdzie”.

Tu rozpoczyna się drugi etap sprawy świątyni: „Mówił o świątyni swojego ciała”. Od momentu Wcielenia, od chwili, w której Bóg przyszedł, aby zamieszkać pośród nas w Jezusie, ciało Jezusa, to znaczy Jego człowieczeństwo, jest obecnością Boga. Od tej pory miejscem każdego kultu jest ta „świątynia”.

Czyż chodzi jedynie o ciało człowieka, tę dziwną i lichą przestrzeń modlitwy? W tym miejscu należałoby wyszczególnić wszystkie rzeczywistości, wiążące się z wyrażeniem: ciało Chrystusa. Zrozumienie ich było możliwe dopiero po Zmartwychwstaniu, kiedy chwalebne ciało Chrystusa stało się światłem Zmartwychwstania, w którym każdy człowiek może spotkać się z Bogiem.

Ciało Chrystusa to także ciało eucharystyczne, które stanowi centrum chrześcijańskiej liturgii.

I jest to także każdy człowiek! W odniesieniu do każdego człowieka – trzeba to mocno podkreślić, gdyż jest to prawda podstawowa – sprawowana jest niezwykła liturgia braterska, sakrament brata, o którym mówi Jezus: „Cokolwiek czynicie moim braciom, Mnie czynicie”. Czy można wyobrazić sobie silniejszą, bardziej poruszającą więź z samym Bogiem w Jezusie Chrystusie?

I wreszcie ciało Chrystusa to cały Kościół, świątynia Boga. I zbawiona ludzkość, gdy przez Chrystusa „Bóg będzie wszystkim we wszystkich”. Apokalipsa mówi: „nie ma świątyni, bo świątynią jest Pan”.

Nasze rozważanie kończy się zatem obrazem bezpośredniej więzi z Bogiem, obrazem, który powinien oczyścić nasze przestrzenie modlitwy i nasze postępowanie podczas modlitwy. Liczy się tylko cześć, jaką oddajemy Bogu, i Jego Obecność. Czasem potrzebne jest nam miejsce modlitwy – dla nas samych, a przede wszystkim dla sprawowania liturgii – ale jeśli Pan nie jest w nas i pośród nas, chodźmy szukać bicza.

André Seve


Nie róbcie targowiska

Coraz częściej zdarza się, że do biura parafialnego trafiają ludzie, którzy traktują udzielanie sakramentów czy w ogóle uroczystości religijne jak dalszy ciąg zakupów w supermarkecie. Ginie poczucie różnicy między sacrum i profanum.

Matka, która chce zapisać syna na przygotowanie do bierzmowania, przychodzi z przekonaniem, że jej dziecku wszystko się należy. Jest przekonana, że to ona wyświadcza ogromną przysługę Kościołowi (a może i Bogu samemu). Zdecydowała się przecież ochrzcić dziecko, posłać na katechezę, do Pierwszej Komunii Świętej i wreszcie do bierzmowania. W tej sytuacji stawianie jakichkolwiek dodatkowych wymagań jest w jej mniemaniu czymś zupełnie niestosownym, bo to przecież „interes” księdza, żeby dziecko wybierzmować.

Targowisko, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii, choć bardzo odległe w czasie i dalekie od naszej tradycji (jesteśmy raczej przyzwyczajeni do handlu na rynku), pokazuje, jak bliski jest nam pewien typ mentalności. Dla pewnej grupy ludzi Kościół jest jedną z wielu instytucji użyteczności publicznej, a parafia typowym punktem usługowym. Zdarza się, że idąc do biura parafialnego, nawet nie pomyślą, że warto byłoby wejść także do kościoła. Często łączy się to z brakiem związku z Kościołem, ale zdarza się, że dotyka nas także za sprawą mediów, które całkiem niepostrzeżenie uczą zupełnie nowego rodzaju zachowań. Przekonują, że aby osiągnąć własne cele w każdym miejscu, czasie i wobec każdego, można i należy używać tych samych środków. Czy to więc będzie w sklepie, w urzędzie, u lekarza czy w kościele, można odwołać się do tzw. praw obywatelskich, a gdy to nie poskutkuje, postraszyć, że się napisze do gazety, albo sprowadzi telewizję, a w ostateczności zorganizuje blokadę. Wszystko da się jakoś załatwić.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, że „porządek” świata nie zawsze przystaje do spraw Bożych. To co wypada i jest całkiem naturalne w wielu świeckich miejscach, nijak się ma do tego co Boże. Wiara domaga się od nas takiej postawy, która nie zawsze idzie w parze z duchem czasu. Z jednej strony trzeba oczywiście wykorzystywać nowe możliwości i cieszyć się postępem w wielu dziedzinach; z drugiej - nie można zapomnieć, że do Boga najłatwiej jest się przybliżyć poprzez pokorę serca, pracę nad sobą, stawianie sobie wciąż nowych i większych wymagań.

Ks. Dariusz Madejczyk


Strzeż nas, Panie, abyśmy nie byli:
tymi, którzy dużo mówią, a nie podejmują niczego,
tymi, którzy podejmują wszystko, a niczego nie kończą,
tymi, którzy zawsze obiecują, a nigdy nie dotrzymują słowa,
tymi, którzy nic nie robią, a wciąż krytykują,
tymi, którzy ubolewają nad okrucieństwem obecnych czasów i ludzkim egoizmem, a nie podejmują niczego, by wspomagać innych,
tymi, którzy marzą, by otrzymywać, a nic nie dawać,
tymi, którzy umieją prosić, a nie chcą dziękować.
Modlimy się do Ciebie, Panie.


MYŚL  TYGODNIA

Dziesięć przykazań stanowi prawo wolności: nie wolności podążania za naszymi ślepymi namiętnościami, lecz wolności do kochania, do wyboru tego, co jest dobre w każdej sytuacji, nawet wtedy, kiedy czynienie tego jest ciężarem.