SŁOWO  NA  NIEDZIELĘ   


9 grudnia 2018 – II niedziela Adwentu







Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego.








W codziennym życiu zdarza się nam spotykać ludzi bardzo krytycznych i wymagających, którzy łatwo dostrzegają nasze wady i błędy, obnażając je ciętym językiem. Zazwyczaj nie darzymy ich sympatią, często wręcz ich ignorujemy. A przecież mają oni w sobie coś z Jana Chrzciciela, surowego proroka wzywającego do nawrócenia. Surowość, z jaką drugi człowiek widzi nasze wady i błędy, nie zawsze jest wynikiem jego stronniczości. Często może być reakcją na naszą zatwardziałość serca i wezwaniem do przemiany życia.

 


Adwentowe prace drogowe

Adwent to czas proroków. Starotestamentowy prorok Baruch zapraszał ludzi tęskniących za Bogiem na „miejsce wysokie”. Znamy to z naszych osobistych doświadczeń: kto staje wyżej, widzi dalej. Do ludzi obserwujących wschód słońca ze szczytu Trzech Koron światło przychodzi znacznie szybciej niż do tych, którzy czekają w dolinach. „Do światła swej chwały” Bóg prowadzi lud przez doświadczenie pustyni i wspinaczkę pod górę dobrze oznakowanym szlakiem „sprawiedliwości i miłosierdzia”. Ważne jednak, by wejść na ten szlak „z radością”.

Dlatego Baruch poleca odrzucenie „szaty smutku”. Jest ona zbyt ciasna dla ludzi wielkiej nadziei. Dla tych, którzy są pewni spełnienia Bożych obietnic, bardziej odpowiednie wydawały mu się „szaty chwały”, a zwłaszcza „płaszcz sprawiedliwości pochodzącej od Boga”. Istotnym komponentem mesjańskiej wizji proroka Barucha stają się również dzieci „zgromadzone na słowo Świętego”, „rozradowane, że Bóg o nich pamiętał”.

I już jesteśmy u siebie. Już widzimy nasz polski krajobraz, nasze góry i doliny, nasze wzloty i upadki (młodzież mówi „dołowania”). Nasze dzieci biegnące z lampionami na Roraty, rozweselone, że także o nich Kościół pamiętał. Liturgia Adwentu stwarza wiele okazji, by łatwiej było dostrzec kontrast między ciemnością a światłem. Jest jeszcze wiele zagród, a nawet miejscowości, z których – g dy jest jeszcze ciemno – tylko przy świetle lampionu można dostrzec ścieżki prowadzące do kościoła. Bardzo popularny jest u nas zwyczaj, że Msze św. roratnie zaczynają się w przyćmionej jeszcze świątyni, a światła zapala się dopiero na „Gloria”. Kościół przybiera wtedy „wspaniałe szaty chwały”.

Nasz Adwent ma także swojego proroka – Jana Chrzciciela. Opisane przez św. Łukasza wydarzenia, które miały miejsce „w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara”, rozpoczęły tylko (a nie zakończyły) wielką akcję „prostowania” dróg dla Pana. Zmieniły się wprawdzie czasy i znacznie poszerzył się obszar „pustyni” (Carlo Caretto widzi ją dziś przede wszystkim w mieście). Ale problemy pozostały te same i ciągle te same, a może nawet większe, szanse: znacznie poszerzył się dostęp do oczyszczających wód nowotestamentalnego „Jordanu” (każda chrzcielnica, każdy konfesjonał). Ale metody zaproponowane kiedyś przez Jana Chrzciciela pozostały niezmienione: „Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi”. To jest nadal warunek ujrzenia „zbawienia Bożego”.

Przeżywając swój osobisty adwent – czas pogłębionej refleksji religijnej i czas osobistego, ciągle potrzebnego nawrócenia – chrześcijanin nie może zapominać, że od momentu przyjęcia chrztu świętego on sam ma także udział w prorockiej misji Kościoła. Jest nie tylko tym, do którego mówi Kościół, ale także tym, przez którego Kościół kieruje dziś swój głos do świata. Już św. Paweł zapraszał pierwszych chrześcijan do „udziału w szerzeniu Ewangelii”. Miał świadomość, że oni sami wciąż jeszcze potrzebują wewnętrznej formacji. Ale to nie zwalniało ich od obowiązku dzielenia się tym, co już było ich duchowym bogactwem.

Tym bardziej dziś, u schyłku drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa, poddając się kolejnej adwentowej formacji, nie powinniśmy zapominać, że już teraz jesteśmy odpowiedzialni za dzieło ewangelizacji: z nowym zapałem, nowymi metodami, w nowym języku. Nieprzypadkowo Ojciec Święty mówi o nowej ewangelizacji, a polscy biskupi w tym roku duszpasterskim wyraźnie nas do takiego zaangażowania zapraszają. Pewnie, że każdy mógłby powiedzieć, że jeszcze nie czuje się do tego wystarczająco przygotowany, że jeszcze sam potrzebuje nawrócenia. Ale przecież tak będzie do końca życia. To prawda, że do prowadzenia ewangelizacji w formie rekolekcyjnej (a nawet indywidualnej) potrzebne jest wcześniejsze, duchowe i metodyczne przygotowanie. Ale to przecież nie są jedyne drogi, na których ewangelizacja jest możliwa. Pozostaje możliwość i moralna powinność świadczenia w codziennych kontaktach z ludźmi: w rodzinie, sąsiedztwie, szkole, zakładzie pracy. Trzeba tylko, aby człowiek „ożywiony miłością Chrystusa” – oprócz prostowania dróg dla Pana – „wyprostował”, czyli skrócił także drogi prowadzące do drugiego człowieka. Dzieląc się doświadczeniem wiary, urośniemy sami, a Duch Święty, który zapoczątkował w nas dobre dzieło, „dokończy je do dnia Chrystusa Jezusa”.

Ks. Antoni Dunajski


Drogi kręte niech staną się prostymi

Spowiedź świętą, według tradycyjnej formuły, kończymy prostym, ale bardzo wymownym zdaniem: "Za wszystkie grzechy szczerze żałuję, postaram się już więcej nie grzeszyć i życie swoje poprawić". Niestety, ze staraniem o poprawę bywa bardzo różnie.

Ostatnie miesiące obfitują w uroczyste otwarcia z udziałem przedstawicieli rządu. Co kilka dni otwieramy mosty, tunele, oddajemy do użytku półtora kilometra drogi - i jest święto! Czym jednak są te "wielkie" (cudzysłów jest tu jak najbardziej na miejscu) prace, gdy następnego dnia okazuje się, że drogę do świętowania znaczy kolejna wielka afera? Okazuje się, że łatwiej zbudować szeroką autostradę, niż prostą drogą i z podniesionym czołem iść przez życie.

Dzisiejsza Ewangelia przywołuje słowa proroka Izajasza: "Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego, każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże". Ten wymowny obraz prac związanych z wyrównywaniem terenu i przygotowaniem dróg pokazuje w niezwykle plastyczny sposób to, co ma się dokonać w życiu człowieka: gruntowna przemiana wewnętrzna.

Zatrzymując się przy czytanych dziś słowach z Ewangelii Janowej, warto pomyśleć, jak przeżywamy nasze spotkanie z Bogiem w sakramencie pojednania. Nasze codzienne doświadczenie podpowiada nam, że zadania, które musimy każdego dnia wykonać czy efekty pracy zawodowej, można w miarę łatwo zweryfikować, ocenić i wynagrodzić. Gdy jednak wnikamy w serce człowieka, zastanawiamy się nad tą pracą, która nazywa się "praca nad sobą", okazuje się, że osiągnięcie konkretnych efektów i ich ocena nie jest już takie proste i oczywiste.

Zachęcam, aby czas Adwentu, zwłaszcza spowiedzi przygotowującej do przeżycia Bożego Narodzenia, nie pozostawił nikogo obojętnym na wezwania do przygotowania dróg Pańskich w naszym życiu. Tak jak wytyczenie nowej drogi domaga się konkretnej, planowej pracy wielu ludzi, tak również nasza droga do Boga potrzebuje wewnętrznego zaangażowania, które nie poprzestanie na wypowiedzeniu kilku wyuczonych zdań, ale poprzez konkretne postanowienia i działania poprowadzi nas ku autentycznej poprawie.

Ks. Dariusz Madejczyk


Prostujcie ścieżki!

Prostota. Podjąć ryzyko i wziąć rzeczywistość tak po prostu, jako miejsce Boże. Miejsce wołające o Miłosierdzie.

Prowadziłem rekolekcje adwentowe. Na koniec nauk proboszcz Alek, który na plebanii zorganizował noclegownię dla bezdomnych, powiedział: - Kochani, za kilka dni usiądziemy przy wigilijnym stole. Jak zwykle przygotujemy jedno puste miejsce dla kogoś, kto potrzebowałby naszej pomocy, symbol naszej otwartości. Może zechcielibyście ożywić tę bożonarodzeniową tradycję? Ja także zasiądę przy wigilijnym stole na plebanii, a razem ze mną 54 bezdomnych. To dla mnie wielki skarb, ale mogę się tym skarbem podzielić z wami. Po nauce kilka osób stanęło przy proboszczu, aby uzgodnić szczegóły.

Znajoma opowiadała, jaką rewolucję przeżył jej dom przez taką wizytę wigilijnego gościa.

- Na początku było trudno. Ale po pewnym czasie lody pękły, gdy zaczęliśmy szczerze rozmawiać. My, że baliśmy się, że może trafić do nas jakiś złodziej i że może powinniśmy schować cenniejsze rzeczy. On, że nikt nie chciał się z plebanii ruszać, by nie być traktowanym jako przestępca. Myśmy się naprawdę spotkali. To była przepiękna wigilia – podsumowała.

Wigilijna opowieść o cudzie przemiany ludzkich serc. Prostowanie ścieżek dla Pana. Prostota. Podjąć ryzyko i wziąć rzeczywistość tak po prostu, jako miejsce Boże. Miejsce wołające o Miłosierdzie, tęskniące za miłością, zdolne, aby ją przyjąć. Prostota to znaczy także: nie bój się i po prostu posłuchaj swego serca. Tam nie ma wezwania do przerastającego cię heroizmu, ale zaproszenie realne, do czegoś na twoją miarę.

Tak, głos proroczy rozlega się na pustyni. Tak po ludzku nie da się na pustyni żyć. Tak po ludzku życie zamiera. Ale przecież, jak zapewnia sam Bóg, wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże. Ode mnie zależy, czy Boga zobaczą przeze mnie, przez moje gesty ocalające. Ode mnie zależy, czy moja prostota serca, moje wyprostowanie drogi pozwoli przejść Miłości.

O. Paweł


MYŚL  TYGODNIA



Pokora to czucie się małym po to, by otworzyć się na wielkość Boga.